"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
 
Szukasz oficjalnej strony Bednarskiej? www.bednarska.edu.pl
11.12.2017, imieniny Biny, Damazego, Waldemara
BednarSzok >> Sikanie w Wyborczej

Newsy


Sikanie w Wyborczej
by Lobelio [08.03.2005]
Sikanie w WyborczejUstalono zasady losowania uczniów do badania moczu na obecność narkotyków, donosi poranna prasa o posiedzeniu Sejmu Szkolnego. Artykuł w Gazecie Wyborczej okraszony jest rysunkiem, w którym główka fajki ma kształt kibla. Druga strona dzisiejszej Wyborczej.

Aktualizacja: W regionalnej telewizyjnej Trójce odbyła się rozmowa, w której wzięła udział kurator zajmująca się Bednarską, przedstawiciel policji, oraz Jan Wróbel. Tematem była kontrowersyjność badań moczu. Okazało się jednak, że zastrzeżenia, zgłaszane głównie przez panią kurator opierały się na błędnych informacjach (jak np. przymusowy charakter badań). Pani kurator była wyraźnie przeciwna badaniom, mówiąc między innymi, ze nauczyciele nie mają kompetencji do samodzielnego analizowania moczu (?!). Jej zdaniem szkoła powinna wypełniać zalecenia kuratorium, a wychowanie zostawić rodzicom.
Dyrektor Wróbel mówił, że akcja ma charakter edukacyjno-wychowawczy, oraz że za jego kadencji nie wyrzucono nikogo ze szkoły za używanie marihuany – natomiast odbyło się kilka rozmów, głównie z osobami odmawiającymi badania. Na pytanie czy sposób badań jest jedynym skutecznym odpowiedział, że nie jest on „ani jedyny ani skuteczny”, za to najmniej nieskuteczny spośród mu znanych.
Po rozmowie, w Kurierze (regionalnych wiadomościach) wyemitowano krótki materiał na temat badań moczu w naszej szkole. Wypowiadali się dwaj uczniowie: jeden, ze nie zgodził się na badanie, bo jego zdaniem szkoła próbowała zbyt daleko wkroczyć w jego prywatność, zaś drugi mówił, że badania jest niezwykle łatwo oszukać.

Jan Wróbel zaprosił na jutro (na 15.20) wszystkich bednarskich posłów, członków Rady Szkoły i Sądu z na rozmowę w sprawie moczu. Dyrektor chce usłyszeć inne opinie niż swoje i podyskutować na temat badań.


K   O   M   E   N   T   A   R   Z   E
[tożsamość niepotwierdzona]Hehehe, jak sie ciesze ze skonczylem te szkolke dwa lata temu :P. Ciekawe na jakie pomysly wpadnie dyrekcja...
nadesłał ~Absolwent M. dnia 08-03-2005, 10:49
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Tekst znalazł się na stronie głównej portalu Gazeta.pl
nadesłał Kiwd dnia 08-03-2005, 13:25
[tożsamość niepotwierdzona]Chyba Wyborczej kończą się tematy do pisania... Jakos z opóźnieniem zareagowali na badania moczu - przecież zostały zadeklarowane już dużo wcześniej.
nadesłał Dominik M. dnia 08-03-2005, 13:44
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Własnie zapowiedzieli, że będą dziś mówić o tym w radiowej Trójce.
nadesłał Kiwd dnia 08-03-2005, 16:06
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Ciekawe, skąd nagle takie zainteresowanie mediów naszą piękną szkołą...
nadesłał mr_kacy dnia 08-03-2005, 16:57
[tożsamość niepotwierdzona]Pogratulować bezmyslonsci. Genialna antyreklama Bednarskiej.
nadesłał Pinomc dnia 08-03-2005, 19:50
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]No cóż, nie jesteśmy zbyt popularni wśród czytelników Wybiórczej... Na forum jak zwykle nieźle po nas jeżdżą. Ale czy to tak źle...
nadesłał mr_kacy dnia 08-03-2005, 19:52
[tożsamość niepotwierdzona]Źle, bo sami się ośmieszamy tym badaniem moczu.
nadesłał Pinomc dnia 08-03-2005, 19:54
[tożsamość niepotwierdzona]poprostu poraz kolejny brak mi slow... czy szanowna dyrekcja moglby wreszcie zrozumiec ze w momencie w ktorym testy nie wychodza pozytywnie nawet osoba ktore sie przyznaly do tego ze palily nie swiadczy o niej dobrze i lepiej aby dalej sie juz nie pograzala? poza tym w ideach tej szkoly zawsze wydaje mi sie byl uklad partnerski miedzy szkola i uczniami. wydaje mi sie ze dzialania tego typu nie sa z nim w 100% zgodzie... teraz pytanie tylko brzmi czy lepiej aby ktos sobie (na dobra sprawe) szkodzac tylko sobie palil czy aby zniszczyc idee wychowawcze dotyczace kilkuset uczniow
nadesłał szymon dnia 08-03-2005, 20:56
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]zeby zostale zachowane stosunki partnerskie miedzy uczniami a nauczcielami nie mozna palic trawy, bo mysle ze malo ktory nauczyciel chcialby miec takie stosunki z kims kto lamie jeo jakies reguly!!!! Powiem szczerze szymon, że twój komentarz jest gorszy niż połowa na http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=51&w=21398568&v=2&s=0
nadesłał Kugi dnia 08-03-2005, 22:39
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Przed chwila reporterka w Zetce powiedziala (cytuje z dokladnoscia "do przecinka i spojnika" - sens wypowiedzi zachowany):
"Uczniowie na Bednarskiej twierdza, ze w szkole mozna bez problemu kupic i palic marihuane"
To juz jest zgroza ciezka, a po drugie cos ode mnie:
Z wyksztalcenia jestem biochemikiem roslin i THC znam od troche innej strony, niz nasi uczniowie. Testy na obecnosc pochodnych tetrahydrokannabinolu w moczu to jeden wielki kit, bo nawet przedszkolaki wiedza jak go zmylic i w ogole metoda polegajaca na wykrywaniu metabolitow THC (a nie samego THC, bo w tym rzecz) w moczu, jest malo skuteczna. Wszystkie szanujace sie osrodki (np szpitale, odwykowki itp.) robia testy na obecnosc we krwi. Taka rzeczywistosc, nawet jesli sie to komus nie podoba. Obecna ustawa to gigantyczny gniot legislacyjny, choc wiem, ze byla tworzona z jak najlepszymi intencjami. Z "moczu" trzeba zrezygnowac, bo to marnowanie pieniedzy (nie mamy ich zbyt duzo). Do badan krwi nie mozna nikogo zmusic, no chyba, ze ktos przyjdzie ewidentnie upalony. Natomiast dilerow (jesli takowi sa wsrod Nas) za twarz i won!
Pozdrawiam
nadesłał Kuba Mikoszewski dnia 08-03-2005, 23:27
[tożsamość niepotwierdzona]Błahaha
"Do badan krwi nie mozna nikogo zmusic" - a do moczu to niby można? Rzekłabym, że jest to nawet trudniejsze technicznie ;)
nadesłał Pinomc dnia 09-03-2005, 00:54
[tożsamość niepotwierdzona]Kubo, skoro jesteś kompetentny w tej sprawie, siądź i napisz nową ustawę i uzasadnienie do niej, zbierz 15 podpisów (albo przekonaj jednego posła, albo Radę Szkoły, albo Radę Nauczycieli, by wnieśli ją pod obrady), wyślij do kancelarii sejmu i niech się odbędzie nowa debata - dobrze przygotowana merytorycznie przez obie strony. I już. Nie ma co strzępić języków na BS czy jakimkolwiek forum, które nie jest władne zmienić Ustawę o Badaniach Moczu. Tymczasem zaś wciąż obowiązuje nas ta ustawa, czy to "gniot", nie. Pozdrowienia.
nadesłał Sebastian dnia 09-03-2005, 01:10
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Nowy tekst w Stolku.
nadesłał
Lobelio dnia 09-03-2005, 01:31
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Chyba nie trafilem z linkiem. Wiec podaje bez przekierowania:
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2592103.html
nadesłał Lobelio dnia 09-03-2005, 01:33
[tożsamość niepotwierdzona]I tak oto topimy szkole w moczu - szkoda
nadesłał akjwhfdlidj dnia 09-03-2005, 05:14
[tożsamość niepotwierdzona]Jako CHEMIK potwierdzam nie badajmy moczu bo nie o kanabidiol i kwas kanabidikarboksylowy chodzi a krew bo tylko tu trafia delta 9-THC. A nie masz racji test oszukać niełatwo i jeśli jest naprawdę dobry /na antygen np test Bayer Narcotest HQ/ to daruj ale jesli miales kontakt z "batonikiem" to wpadasz Kubo i to jak śliwka w kompot. A zmuszenie do badań krwi cóż to nie bedzie proste i tu masz Brachu rację
nadesłał Piotr Jerzy Leszczyński dnia 09-03-2005, 06:54
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Co do ustawy, to podniose ten pomysl na Radzie szkoly, z tym ze nie czuje sie kompetentny, aby ustawe pisac samopas, przyznam szczerze. Bardzo chetnie sluze pomoca przy jej pisaniu natomiast, jestem w stanie nawet zdobyc "opinie bieglego" na temat testow moczowych. Co do Bayera, to owszem Piotrze, Twoja racja, ale kogo stac na test na antygen... Np. jeden z warszawskich szpitali specjalistycznych musial zrezygnowac z testow moczowych i przerzucic sie na testy krwi, bo pacjenci bardzo sprawnie omijali metode moczowa (i nie chodzi o podmienianie probek), a podawane leki psychoaktywne wchodza w interakcje z narkotykiem, co zmusza do naprawde starannego pilnowania pacjentow...
W kazdym razie w czasie najblizszej Rady Szkoly podnosze temat i mam nadzieje, ze znajdzie sie ktos gotow usiasc ze mna i napisac taki dokument.
nadesłał Kuba Mikoszewski dnia 09-03-2005, 07:28
[tożsamość niepotwierdzona]Co tekst w prasie, to bardziej absurdalny. Zwłaszcza urzekła mnie wypowiedź tej pani socjolog o wywieszaniu nazwisk na tablicy, presji rówieśników i wytworzeniu mody na niepalenie.
nadesłał Pinomc dnia 09-03-2005, 09:58
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Swoją drogą, uważam za skandal, że jakiekolwiek media prezentują zdjęcia z posiedzenia Sejmu bez zgody posłów, a przynajmniej Prezydium. Co gorsza, nawet bez jakiegokolwiek uprzedzenia. Jestem niezmiernie ciekaw, kto państwa redaktorów zaprosił.
nadesłał mr_kacy dnia 09-03-2005, 10:51
[tożsamość niepotwierdzona]w radiu 94 wczoraj tez o nas mowili. nawet sie uczniowie wypowiadali... skad tak nagle we wszystkich mediach?
nadesłał h dnia 09-03-2005, 11:23
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Macku, skad taka nienawisc do mediow? Jeszcze powiesz, ze wszystko to wina dziennikarzy.
nadesłał Lobelio dnia 09-03-2005, 13:11
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Tu nie chodzi o nienawiść do mediów, ale o pewne zasady, które moim zdaniem powinny obowiązywać w takich sytuacjach - jeżeli dziennikarz jawnie przychodzi na podobne zebranie i zaczyna robić zdjęcia, które ma zamiar opublikować, to wypadałoby się spytać zainteresowanych o zdanie, nie mówiąc już o przedstawieniu się i podaniu powodu swojej wizyty - tak moim zdaniem powinno to wyglądać w wersji cywilizowanej. Ja osobiście trochę byłem zdezorientowany tą sytuacją.
A kwestia, skąd dziennikarze wzięli się na tym posiedzeniu, to już inna para kaloszy, równie interesująca.
nadesłał mr_kacy dnia 09-03-2005, 13:23
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]O ilę sobie przypominam, argumentacja Dyrekcji w "sprawie moczowej" była nieco inna niż ta, jaką prezentuje Jan Wróbel.

W ubiegłym roku byłem na spotkaniu absolwentów z panią Starczewską. Pani dyrektor podniosła tam kwestie, która do mnie przemawiała, że trzeba za wszelką cenę ustrzec dzieci z gimnazjum przed marihuaną, bo jest ona nasycana przez gangi środkami silniejszymi, uzależniającymi. To jest argument, proszę państwa!
NIe było by dobrze, gdyby szkoła obojętnie patrzyła, jak uczniowie nieświadomie popadają w nałogi.
Ja się nie znam na narkotykach, ale nie wierzę, że marihuana uzależnia. Natomiast o tym, że mafia może stosować swoisty "marketing" jestem przekonany.

Ale pani Krystyna Starczewska, ani nikt z osób wówczas lobbujących za tą ustawą nie mówił, że "szkoła uważa marihuanę za ccś obrzydliwego" (cytuję p. Wróbla z pamięci)!

Sprawa testów była i jest sprawą delikatną. Tym bardziej trzeba uważać, żeby nie niszczyć i tak kruchego kompromisu; trzeba wystrzegać się nieodpowiedzialnych wypowiedzi, które zmuszają wielu dotychczasowych zwolenników ustawy do przejścia na przeciwną stronę.

Mam wrażenie, że całe to zamieszanie wiąże się ze spadkiem popularności "Bednarskiej" i jej, gorszym niż w latach ubiegłych, wynikiem w rankingu. Bednarska nie zaistniałaby medialnie w tej sprawie bez zgody dyrektora Wróbla. Nie byłoby ani Jego wypowiedzi, ani tym bardziej żednego reportera na Sejmie. (Nawiasem pisząc, trudno pogodzić się z wmanipulowaniem posłów w antymarihuanową krucjatę p. Wróbla). Rodzi się pytanie, dla czego dyrektor prowadzi taki właśnie PR szkoły?
Czy nie wynika to z przekonania, że warto wysłać wszystkim rodzicom zastanawiającym się nad posłaniem tu dzieci czytelny sygnał: koniec z dziwactwem! I u nas uczniowie są przedmiotem a nie podmiotem!
Ryzykowne. To nie powszechne przekonanie o naszej "normalności" było przez lata kapitałem tej szkoły, pamiętajmy.

Są to uwagi osby, która dała się przekonać do testów, która nigdy nie uwieży w złe intencje ich pomysłodawców, ale która zaczyna dostrzegać jakim zagrożeniem może być oddanie władzy ludziom, do których jak ulał pasuje zastosowane już na BS`sie przy innej okazji określenie: musieli udawać, że są za, chociaż zawsze byli przeciw.
Co najmniej jeden już nie musi...

nadesłał ode dnia 09-03-2005, 13:33
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Tomaszu, witam w tradycyjnym miejscu nauki do kolokwium.

Poruszyłeś kwestię dla mnie osobiście bardzo ważką, a mianowicie wpływ dyrektora Wróbla na obecny szum medialny dotyczący naszej szkoły. Muszę powiedzieć, że mnie osobiście obecna sytuacja bardzo się nie podoba, przy czym abstrahuję zupełnie od kwestii badań.

Nie wiem, czy pan dyrektor Wróbel sam postanowił zaprosić dziennikarzy, by rozmawiać z nimi na temat badań moczu, czy też media z innego źródła dostały cynk, że na Bednarskiej występuje zjawisko, wokół którego możnaby się trochę pokręcić.

Przyjmijmy optymistyczne założenie, że doszło do tej drugiej sytuacji (optymistyczne dlatego, że moim zdaniem w tak kontrowersyjnej kwestii, która dzieli wszystkich członków społeczności szkolnej, powinniśmy raczej trzymać tzw. "low-profile"). Wyobrażam sobie, iż do dyrektora Wróbla przychodzi dziennikarz i mówi, iż interesuje go kwestia badań moczu w szkole. Dyrektor opisuje system, itp. itd., ale przy okazji postanawia napomknąć co nieco o naszej pięknej, szkolnej demokracji, by nie brać na siebie całej odpowiedzialności za badania (zgodnie z prawdą zresztą). I w tym momencie:

a) Dyrektor Wróbel, będący jednocześnie posłem na Sejm, jako osoba szanująca szkolny ustrój, respektująca jego zasady i traktująca go POWAŻNIE, a nie jako zabawę dla dzieci, w której z przymusu musi brać udział, mówi coś w stylu: "Wie Pan, my tu mamy taki specyficzny sposób działania, współpracy, istnieje Sejm, [itp., itd], skonsultuję się z Prezydium, czy mógłby Pan przyjść i zrobić relację z posiedzenia, ewentualnie niech Pan przyjdzie, spytamy wszystkich posłów o zdanie, pewnie nie będzie problemu."

lub

b) Dyrektor Wróbel - autokrata, który uważa cały ten system za jakąś niepoważną, nic nie znaczącą zabawę, bo to przecież on tutaj rządzi, mówi coś w stylu: "Przyjdzie pan tego a tego dnia, będzie coś w stylu samorządu, porobi pan zdjęcia i będzie miał pan ładny materiał". W ten sposób nie dość, że (jak dobrze ujął to wyżej Tomek) wmanipulowuje posłów w antynarkotykową krucjatę, przy okazji zrzucając z siebie odpowiedzialność, to jeszcze pokazuje swoją wyższość nad organem, jakim jest Sejm, której konstytucyjnie nie ma.

Jestem niezmiernie ciekaw, jak było naprawdę.
nadesłał mr_kacy dnia 09-03-2005, 14:04
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Do Tomka Ode - MARIHUANA UZALEŻNIA (podobnie jak kawa, papierosy, kokaina, LSD, internet, seks, alkohol i pare innych czynnikow). JEST TO STWIERDZONY FAKT. Jesli mi nie wierzysz, skonsultuj sie z jakakolwiek osoba, zwiazana zawodowo z uzaleznieniami. Jedyna grupa zawodowa twierdzaca, ze nie uzaleznia, sa dilerzy i trudno im sie dziwic... Przypomnijcie sobie Marka Kotanskiego (ktory w tych sprawach mial ogromne doswiadczenie) - z podziwu godnym uporem przypominal, ze nie istnieje cos takiego jak miekki narkotyk i "nieuzalezniajacy" narkotyk. THC zawarte w marihuanie prowadzi do sztucznego "podbicia" samopoczucia (choc trafiaja sie i tacy, ktorych lapie potezny dol albo wrecz, co rzadziej, zapasc), co owocuje jego spadkiem, kiedy THC przestaje dzialac, czyli lekkim dolkiem, przy pierwszych razach nie zawsze obecnym. Najczesciej stan "upalenia" jest jednak przyjemny, wiec pali sie dalej, bo skoro mile, to czemu by nie... I dziala ten sam mechanizm, co w przypadku papierosow, czysta analogia. Organizm "bluntujacego" przyzwyczaja sie do THC, tak jak organizm palacza do nikotyny. Owszem, pali sie kilkanascie papierosow dziennie, a jointa jednego i czesto rzadziej, ale dzialanie THC jest bez porownania silniejsze (choc, co ciekawe, THC potrafi dzialac niekiedy jako lek, w odroznieniu od nikotyny - tylko mi nie mowcie, ze na Bednarskiej pala, bo sie lecza). Po jakims czasie organizm po prostu zaczyna protestowac przeciwko brakowi THC, owocujacemu spadkiem dobrego samopoczucia - to jest glod. Innym zagrozeniem jest to, ze THC oslabia instynkt samozachowawczy i trudno jest sie czesto powstrzymac przed wzieciem czegos mocniejszego.
I nie mowcie o Holandii, bo tam jest inna rzeczywistosc, inny towar (o wiele czystszy, bo pod panstwowa kontrola) i o dziwo, jest cos takiego jak kultura palenia. W Polsce tylko pomarzyc.
nadesłał Kuba Mikoszewski dnia 09-03-2005, 14:24
[tożsamość niepotwierdzona]Zgadzam się z Tobą Kubo co do tego że generalnie marihuana może uzależniać natomiast chciałem powiedzieć o czymś innym. Stwierdzenia powtarzane przez wielu tzw. "narkotykologów" mówiące o tym że palenie marihuany prowadzi do zażywania twardych narkotyków są kłamliwe po prostu. To tak jakby powiedzieć, że picie piwa prowadzi do alkoholizmu. Palenie marihuany NIE prowadzi do zażywania tzw. "twardych" narkotyków.
A tak poza tym to do uzaleznienia od marihuany można sie doprowadzić jeśli jointy pali się w miarę regularnie i ze sporą częstotliwością. Jeśli stosuje się ją z umiarem i od czasu do czasu to na pewno nie doprowdzi się do uzależnienia. Umiar jest niezbędny we wszystkim.
nadesłał Dominik M. dnia 09-03-2005, 16:00
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]DO KUBY MIKOSZEWSKIEGO:
OK. Ja powiedziałem, że się nie znam.
Moj osobisty stosunek do wszelkich narkotyków jest wynikiem mojego jednoznacznie negatywnego stosunku do gangów. Tylko tyle. I aż tyle, bo była to przesłanka wystarczajaca dla powstrzymania się od krytyki "Ustawy moczowej" przy UWCZESNYM sposobie argumentacji jej autorów.

Ale czy nie widzi pan niebezpieczeństwa w (słusznych!) porównaniach marihuany do kawy, tytoniu etc.? Szczególnie, jeśli ktoś zapyta "gdzie wasza konsekwencja, panie Kubo?".
Nie chcę otwierać bezprzedmiotowej dyskusji o sens nielegalności narkotyków, ale czy nie lepiej ograniczyć się do "apelu": Dzieci, prowadźcie tryb życia zdrowy! Nie pijcie kawy, nie palcie świństw, a będzie wam dane życie długie.
Bo czy pan NA PRAWDĘ wierzy, że mozna zrobić coś o większej skuteczności? Że jest sens?

Natomiast powtarzam najistotniejsze kwestie.
1. Jan Wróbel niszczy ostatnią realną platformę porozumienia z umiarkowanymi przeciwnikami ustawy JEDNOSTRONNIE(?), JEDNOOSOBOWO(?) zmieniając sposób uzasadniania jej wprowadzenia
2. Zachowuje się wobec Sejmu "dziwnie" (przyjdzie czas na określenia bardziej adekwatne. Na razie-pełna zgoda z Maćkiem Kacymirowem)
3. W sobie wiadomym celu prowadzi "czarny PR" szkoły, albo
3a. polityka wizerunku "Bednarskiej" wymknęła się spod
kontroli


Na poniedziałkowym Sejmie przekonywano mnie z pasją w głosie, że nie ma sensu wprowadzać ustawą obowiązku powoływania konkretnych ministerstw. Ale gdyby istniał jasno zdefiniowany i przypisany do nazwiska resort Spraw Zagranicznych, wiedziałbym kogo prosić o wyjaśnienia. A może nawet p. Wróbel nie czuł by się tak ostentacyjnie "samotny" w kierowaniu tymi sprawami...


nadesłał ode dnia 09-03-2005, 16:06
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Media opanowały kompletny szał. Tylko dziś widziałem w szkole reporterów radia RMF i Wawa, a z kamerą telewizji WOT to nawet się nam do ubikacji wpakowali. Na ilu reporterów akurat nie trafilem - nie wiem.
nadesłał Kiwd dnia 09-03-2005, 18:34
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Słyszałem, ze chyba we wszystkich znanych mi gazetach i radiach były artukuły i audycje na temat badań.
nadesłał Jasiek dnia 09-03-2005, 18:36
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Dokładnie, szał to dobre określenie. Niestety, powątpiewam, czy będzie to miało dobre skutki dla szkoły.
nadesłał mr_kacy dnia 09-03-2005, 18:42
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]To po kolei:

1.Zgadzam sie, ze cale to medialne zamieszanie dobrze szkole nie zrobi
2....ale moze z drugiej strony zmusi do rozwiazania sytuacji (ja juz mysle nad inna ustawa, z propozycjami czekam do Rady)
3.Kazdy zapalony joint to ryzyko zapasci, lekarzy i biolodzy nie rozumieja jeszcze do konca, dlaczego niektorzy jej doswiadczaja, a inni nie i od czego zalezy jej wystapienie. Na oddzialach notuje sie coraz wiecej psychoz (!) posttrawkowych, ktore tez nie zaleza od ilosci wypalonego towaru. Po prostu niektorzy nagle "odjezdzaja". Zgadzam sie, ze zeby sie uzaleznic, trzeba regularnie i wiecej, ale niestety sporo osob nie dociaga do uzaleznienia (uklad nerwowy im najpierw wysiada, a to z powodu czestych syntetycznych domieszek, np heroiny, straszny syf)
4.Kawa, fajki i inne takie nie sa jednakowoz tak niebezpieczne jak trawka.
5.Wierze, ze cos mozna zrobic, ale nie wierze w losowanie osob (w ogole w obecna ustawe).
6.Niestety jest opisany i obserwowany u NIEKTORYCH (nie wszystkich) narkomanow mechanizm "wychodzenia od trawki" do innych narkotykow. Chcialbym, zeby tak nie bylo, ale niestety w Polsce tak jest dosc czesto (choc nie zawsze). Postaram sie przybyc na ktorys sejm i objasnic nieco, jesli ktos chce tego oczywiscie sluchac. Co ciekawe w Holandii, gdzie palenie (czystych) jointow jest powszechne i normalne, wcale nie ma jakiejs poteznej narkomanii. W przeliczeniu na 1 mieszkanca jest lepiej, niz w Polsce! Czyli takze kwestia mentalnosci i umiaru, o ktorym mowil Dominik. Tyle ze coffee shop nie sprzeda ponizej 18 lat (oni tego przestrzegaja!!!), a w Polsce na trawe rzucaja sie niedojrzale emocjonalnie dzieciaki. Trudne to wszystko, ale nie wyobrazam sobie zostawienia sytuacji bez reakcji (badz jedynie z apelem).
nadesłał Kuba Mikoszewski dnia 09-03-2005, 19:15
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]W dniu dzisiejszym p. dyrektor Jan Wrobel udzielil podobno az 13 wywiadow dla prasy. Imponujace.
nadesłał pan patafian dnia 09-03-2005, 19:55
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Tylko o BS zapomniał.

P.S. A kiedy doczekamy się relacji z posiedzenia?
nadesłał mr_kacy dnia 09-03-2005, 20:06
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]On zapomniał o BS czy BS zapomniał o nim?
nadesłał Kiwd dnia 09-03-2005, 20:41
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Być może jedno i drugie.
nadesłał mr_kacy dnia 09-03-2005, 20:43
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Robcie badania-najlepiej krwi, kogo obchodza relacje miedzy uczniami a nauczycielami, jesli nie ma pelnego zaufania? A jak wiemy, kontrola je wzmacnia... ;)

nadesłała Tijana dnia 09-03-2005, 22:16
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]"Dyrektor chce usłyszeć inne opinie niż swoje" - to w kontekście naszego dyrektora z aspiracjami autorytarno-monarchistycznymi brzmi śmiesznie :-)
nadesłał k dnia 09-03-2005, 22:52
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Mam pytanie, gdzie opublikowano zdjęcia z poniedziałkowego posiedzenia?

Swoją drogą, to granda, że reporter nie spytał się o zgodę posłów, czy kogolwiek na sali... Dziwi mnie też, że nikt nie zareagował, chociaż prezydium doskonale wiedziało, że nie ma on jego zgody...

Zastanawia mnie też fakt, że media zainteresowały się sprawą dopiero teraz, czyli po roku od faktycznej burzy.
nadesłał kometa dnia 10-03-2005, 00:00
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Dwa zdjęcia opublikowano w internetowym wydaniu GW "Stołecznej": http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2592103.html
W wersji drukowanej znalazła się ponoć jedynie fotka dyrektora Wróbla.

Ja osobiście poczułem się zaniepokojony, pytałem zresztą marszałka Laskowskiego, czy wie coś na temat tego fotografa. Doszedłem jednak do wniosku, iż muszą być to zdjęcia robione na potrzeby szkoły, bo prawdę mówiąc przez myśl mi nie przeszło, iż może się nami interesować prasa. Chciałbym w tym miejscu przeprosić wszystkich posłów, że jako członek prezydium nie zareagowałem w porę. Sam jestem oburzony tą sytuacją.

Poza tym, ktoś jakąś zgodę wyraził na pewno. Pytanie tylko, czy miał do tego prawo.
nadesłał mr_kacy dnia 10-03-2005, 00:10
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Z filozofia Macka nie potrafie sie pogodzic. Moze z tej racji, ze ze mnie zwierze wielce polityczne. Otoz uwazam, ze proba utrzymywania "low profile" nie ma sensu.

Sejm i jego Ustawa Moczowa to zmierzenie sie z prawdziwym problem, ktory ma wiele wymiarow. W komentarzach powyzej pojawia sie glownie sprawa uzaleznienia i wplywu na zdrowie, ale jest tez sprawa mowienia prawdy. Palenie utaja sie przeciez przed rodzicami, mocz probuje sie falszowac palaszujac owoce cytrusowe, narkotyki sa tematem taboo.

Narkotyki sa problemem, dlatego wywoluja emocje i debate, choc mozna tego trupa chowac w szafie, jak czyni to pani kurator. Cale gadanie o sikaniu to poszukiwanie uczciwosci - tak jak bylo z debatami o aborcji, Jedwabnem czy teczkach UB.

To co sie u nas dzieje po prostu jest wazne. A skoro wielu w naszych rodzinach pracuje w mediach, to latwiej o sytuacje, w ktorej media interesuja sie Bednarska. Niemniej powtarzam, nasza debata jest wazna.

Cieszy mnie, ze wszystkie media rzucily sie na Bednarska. To nie jest moze przyjemne, ale jesli via media skloni do szukania prawdy i uczciwosci inne szkoly, to czemu nie?

Nie mamy nic do ukrycia, nie chowamy trupa w szafie. Sprawa zasluguje na bycie "high profile". Macku, moj argument za zaproszeniem mediow jest natury etycznej.
nadesłał Lobelio dnia 10-03-2005, 01:46
[tożsamość niepotwierdzona]1. Do mr_kacy: Nie można jednocześnie podkreślać, że BS jest medium niezależnym od szkolnych instytucji i mieć pretensję, że dyrekcja "zapomniała" o BS. A raczej: można, ale to nieracjonalne.

2. k pisze: " - to w kontekście naszego dyrektora z aspiracjami autorytarno-monarchistycznymi brzmi śmiesznie :-)". Obywatelu Redaktorze, nie zauważyłeś, że dyrektor oddaje kolejne przywileje Radzie Szkoły. Ogromne przywileje. Myślę, że można by zacząć to doceniać (i wykorzystywać), zamiast pisać o "aspiracjach" dyrektora, które (jeśli takie ma) realizuje pewnie poza RSOT, bo wie, że RSOT to Rzeczpospolita, Rzecz Powszechna, szkoła samorządna, i robi wszystko, by w samorządności się umocniła.

3. Co do "grandy" ze zdjęciami, o krórej piszą kometa i mr_kacy, i co do ogólnego zainteresowania Bednarską: nie widzę niczego zdrożnego w dokumentowaniu publicznych zebrań. Co więcej, jest to po myśli twórców Bednarskiej. Statut właściciela Bednarskiej, Towarzystwa Przyjaciół I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego, mówi: (4.3) "Celem Towarzystwa jest [...] popularyzowanie koncepcji zakładania i prowadzenia niepublicznych szkół autorskich poprzez [...] informowanie o podejmowanych działaniach". Obywatele RSOT mogliby bardziej poczuć misję, która ciąży na każdym twórcy czegoś nowego. Bednarska była i jest szkołą eksperymentalną i powinna być awangardą zmian w oświacie. Ja się cieszę, że mówią o Bednarskiej, bo może dzięki temu ktoś założy podobną demokratyczną szkołę, w której nie rządzi się dekretami dyrekcji i rady pedagogicznej. Jedyne, czym się nie cieszę, to że dziennikarze tak potwornie wykręcają obraz naszej szkoły - bo do głów im nie przychodzi, że badania to nie jest ukaz dyrektora, tylko decyzja posłanek i posłów.
nadesłał Sebastian dnia 10-03-2005, 10:14
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Drogi Sebastianie, wiem o tym, że Obywatel ddyrektor sublimuje swoje aspiracje, zreszta to, co napisalem, bylo luźnym spostrzeżeniem. poza tym obywatel dyrektor otwarcie mówił o swoich autorytarnych sympatiach w wywiadzie dla BS. pozdrawiam, K
nadesłał k dnia 10-03-2005, 11:12
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Drogi Sebastianie:

1. Nie do końca mnie zrozumiałeś, gdyż chodziło mi o to, że liczyłem na głos w dyskusji dyrektora Wróbla w komentarzach, gdyż często ten głos z jego strony w tym miejscu padał, a nie o to, że nie udzielił wywiadu BS.

2. To, że dyrektor Wróbel oddaje pewne prerogatywy Radzie Szkoły chwali się, jak najbardziej. Jednocześnie jednak pewne wypowiedzi/zachowania p. dyrektora powodują u mnie drobny niepokój co do jego podejścia do szkolnej demokracji. Ot, na przykład stwierdzenie, że stan absolwencki wymyka się p. Wróblowi spod kontroli, ponieważ "jeśli chodzi o nauczycieli i uczniów, może wybierać, z kim chce współpracować, a z kim nie". (raczej parafraza, niż cytat) Taka wypowiedź kłóci się trochę z wizerunkiem dyrektora jako obrońcy demokracji. Nie mówiąc już o ciągłym podważaniu ważności mandatów posłów ze stanu absolwenckiego, co w wyraźny sposób kłóci się z konstytucyjną zasadą równości stanów.

3. Tutaj znowu nastąpiło nieporozumienie. Ja nie mówię o samym fakcie pojawienia się takich zdjęć - ja mówię o tym, że ani Prezydium Sejmu, ani posłowie nie otrzymali absolutnie żadnej informacji na temat obecności na sali fotoreportera, nie mówiąc już o jakimkolwiek pytaniu o zgodę. Jeżeli ma się zamiar opublikować czyjeś zdjęcia w mediach, to w dobrym tonie byłoby spytanie się go o zgodę, prawda?
Zapewne część osób powie, że tradycyjnie już się czepiam. Ale moim zdaniem sprawa ta ma poważny związek z tym, co napisałeś na końcu, Sebastianie - że mediom do głów nie przychodzi, że to nie ukaz dyrektora, lecz decyzja Sejmu. Ponieważ, jak już napisałem wyżej, nie wyobrażam sobie, by te zdjęcia zostały zrobione bez zgody dyrektora Wróbla, to wcale się nie dziwię, że tak jest! Dyrektor, jeżeli rzeczywiście wyraził taką zgodę bez jakichkolwiek konsultacji z posłami, zmienił posiedzenie Sejmu w widowisko, którym sam zarządza, a posłów potraktował całkowicie przedmiotowo, jako instrument swojej polityki medialnej. I jest to absolutny skandal, ponieważ tylko i wyłącznie posłowie mają prawo decydować, komu udzielą zgody na robieniu zdjęć podczas posiedzenia. Moim zdaniem pan Wróbel zapomina, że podczas posiedzenia jest jedynie posłem, jednym z sześćdziesięciu trzech, i ma dokładnie takie same prawa, jak wszyscy inni, niezależnie od tego, jaką funkcję pełni poza Sejmem - i to jest właśnie brak szacunku dla demokracji.


nadesłał mr_kacy dnia 10-03-2005, 13:38
[tożsamość niepotwierdzona]A. Z obowiązku pedagogicznego zwracam obywatelowi redaktorowi k uwagę, że "sympatie" to nie "aspiracje". Teza o sublimacji jest wzięta z dyskursu psychoanalitycznego, który zwalczam, bo można w nim powiedzieć, co się chce, odwołując się do własnej, luźnej interpretacji słów zamiast do rzeczywistości, która dostępna jest badaniu dla wszystkich. To więc, co obywatel redaktor nazywa "luźnym spostrzeżeniem", ja bym nazwał luźną nadinterpretacją.

B: Obywatel poseł mr_kacy raczy mi przypomnieć, w jakiej sytuacji obywatel dyrektor powiedział, że stan absolwencki wymyka mu się spod kontroli. Bo jeśli na spotkaniu Izby, to sam mr_kacy mówi, że jest w niej "jedynie posłem, jednym z sześćdziesięciu trzech, i ma dokładnie takie same prawa, jak wszyscy inni, niezależnie od tego, jaką funkcję pełni poza Sejmem". Jeśli zaś nawet powiedział to piastując urząd dyrektorski, to powiedział prawdę - dyrektor nie ma władzy nad absolwentami, a ma nad nauczycielami i (od czasu do czasu) uczniami.

Co do "ciągłego podważania ważności mandatów" - ależ zgodzimy się, że proporcje matematyczne są jakie są. Nie podważa to w żaden sposób ważności mandatów, ale zdanie sobie sprawy z tego faktu nakłada jakiś tam obowiązek na posłów stanu absolwenckiego, by w przyszłych wyborach ten arytmetyczny stosunek był lepszy.

I fotoreporter. Zamiast domyślać się, skąd się wziął, i publikować swoje domysły na BS można w trybie interpelacji - albo i nie - zapytać obywatela dyrektora, czy wie, skąd się wzięła prasa w naszej szkole.

Pozdrowienia.
nadesłał Sebastian dnia 10-03-2005, 14:49
[tożsamość niepotwierdzona]yo yo yo ale sie boooje.... spalilem sie dzis po szkole jak s****n...i co, testa mi zrobicie?? [osobiste wycieczki prosimy w mailach prywatnych załatwiać - red.] hehe
nadesłała rasta blasta masta of disasta dnia 10-03-2005, 16:28
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Obywatelu pedagogu, dziękuję za pouczenie. Postaram się powstrzymać od osobistych spostrzeżeń, jak obywatel mistrz każe.
nadesłał k dnia 10-03-2005, 18:39
[tożsamość niepotwierdzona]a) Krzyś: Ech, zbytek łaski... [Mała uwaga stylistyczna: ja niczego nie kazałem:)).]
b) Obywatela mr_kacy przepraszam: powinienem był pisać do niego per "marszałek", a nie "poseł".
nadesłał Sebastian dnia 10-03-2005, 19:08
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Szybka odpowiedź - absolutnie nie czuję się w jakikolwiek urażony, tytuł "poseł" całkowicie mi odpowiada. Odpowiedź na resztę w pierwszej dłuższej wolnej chwili.
nadesłał mr_kacy dnia 10-03-2005, 19:11
[tożsamość niepotwierdzona]Potwierdzam,
mam sympatie autorytarne, ASPIRACJI nie mam. Gdybym miał zdecydowałbym się na dyrektorowanie wszędzie, tylko nie na Bednarskiej!
Dziennikarzy z zasady traktujemy dobrze, szczególnie z redakcji, które w niejednym Szkole pomagały. Zgodziłem się na obecność dziennikarki "GW", fotoreporter był nieprzewidzianym dodatkiem. Zrobił mi zdjęcie w swetrze, bez muszki, poniosłem zatem największe straty moralne.

To były d...le, a teraz sprawa marihuany: jak to często bywa, nie sięgamy poza czubek własnego nosa. W wielu szkołach w Polsce przetoczyła się dyskusja na temat przeciwdziałania paleniu, praw i godności (nastoletniego) człowieka, chowaniu głowy w piasek przez rodziców i tzw. wychowawców itd. itp. My sami zapewne zapłacimy sporą cenę za etykietkę szkoły, "która ma problemy", ale w skali kraju naruszyliśmy tabu nie mówienia o wstydliwej kwestii popularności marihuany wśród licealistów i (uwaga!) gimnazjalistów.

Pukałem sie w czoło, kiedy słyszałem o wprowadzaniu "ustawy moczowej", teraz chylę czoła przed Krystyną oraz przed wszystkimi, którzy PODDALI SIĘ TEMU BADANIU. Ot co. Przepraszam za tę odrobinę patosu, tu jest jednak na miejscu. Być może bezwiednie, ale zrobiliśmy coś cholernie dobrego.


Jan Wróbel




PS. Przepraszam, coś nie daję rady z tym logowaniem.
nadesłał Vroobel dnia 10-03-2005, 20:54
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]W sprawie logowania - wysłałem do Pana e-mail z wyjaśnieniem sytuacji. Czy nie doszedł?
pozdrawiam,
Krzysztof Rowiński
nadesłał k dnia 10-03-2005, 21:17
[tożsamość niepotwierdzona]Czy Pan Dyrektor poddal sie badaniu?
Chylic czol czy go nie chylic....?
nadesłał q dnia 11-03-2005, 20:10
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Panie (Pani? ach ten paskudny spadek po latach niemieciej i sowieckiej okupacji - anonimy...) "q",

z czolem to coś nie rozumiem, ale co do badania mojej skromnej osoby: jestem do dyspozycji.


nadesłał wrobel dnia 11-03-2005, 21:11
[tożsamość niepotwierdzona]Podstawowy fakt: miara mocy uzalezniajacej w/g instytutu Cato

Nikotyna 99
Palona amfetamina 99
Crack 98
Wstrzykiwana amfetamina 93
Diazepam 85
Alkohol 81
Heroina 80
Wciagana amfetamina 78
Kokaina 72
Kofeina 68
Konopie 21
MDMA 20
Grzyby 18
LSD 18
Meskalina 18

nadesłał ganjafarmer dnia 15-03-2005, 01:51
[tożsamość niepotwierdzona]Gateway drug - Teoria przejścia krok po kroku

Najpopularniejszym argumentem zwolenników prohibicji narkotykowej jest przekonanie, że palenie marihuany prowadzi do twardych narkotyków

Przyjrzyjmy się bliżej dowodom, na których opierają oni swoje sądy, a także historii tej hipotezy; zapraszamy na krótką przejażdżkę w rok 1910... Meksykańskie jedzenie to odskocznia dla uzależnienia od opium – takie przekonanie panowało wówczas wśród amerykańskiego społeczeństwa. Choć dziś stwierdzenie to wywołuje uśmiech pobłażania, nie należy lekceważyć gorliwości, z jaką wierzono w ścisły związek pikantnych dań ze stosowaniem opium. Godne uwagi jest także uzasadnienie delegalizacji konopii w kilku stanach USA w latach 20-tych: oparto się bowiem na przypuszczeniu, jakoby (bardzo powszechne wówczas) zażywanie heroiny, dostępnej jeszcze do niedawna w aptekach jako panaceum, prowadziło do palenia marihuany.

Przenieśmy się teraz do roku 1937 – kluczowego w kwestii ingerencji państwa w kontrolę narkotyków; roku, w którym wydano Marihuana Tax Act (Ustawę o podatku od Marihuany). Wprowadzenie nowych przepisów było pierwszych istotnym efektem działania nowo powstałego FBN (Federal Bureau of Narcotics - bliźniaczego FBI biura d/s narkotyków). Dlaczego jednak wspominamy o regulacji, na pozór, podatkowej? Powód jest prosty: jawna delegalizacja była sprzeczna z Konstytucją, na co po opłakanej w skutkach prohibicji alkoholowej wyczuleni byli ówcześni politycy. Posłużono się więc posunięciem, które narzucało za posiadanie marihuany podatki, których nie płacenie wiązało się z wieloletnim więzieniem. Podatek okazał się jednak fikcją, gdyż nie istniała możliwość opłacenia go, co w praktyce oznaczało osiągnięcie celu FBN: delegalizacji posiadania marihuany i haszyszu. Jakie było uzasadnienie wprowadzenia tego przełomowego aktu? Marihuana jest uzależniającym narkotykiem, który powoduje u używających go osób szaleństwo, skłonność do popełniania przestępstw i śmierć – te wiekopomne słowa, wypowiedziane przez komisarza FBN, Harry’ego J. Anslingera, uznawanego za ojca trwającej do dziś wojny z narkotykami, pokutowały przez kolejne kilkanaście lat. Co godne wspomnienia, zarówno komisarz, jak i członkowie American Medical Association zgodnie twierdzili, iż o jakimkolwiek związku między zażywaniem heroiny i marihuany mowy być nie może.
Przykład amerykańskiej propagandy za czasów Harry'ego J. Anslingera Przykład amerykańskiej propagandy za czasów Harry'ego J. Anslingera

Nadszedł rok 1951; popularność marihuany stale rosła mimo coraz bardziej rygorystycznych przepisów. Wszystkie tezy, na których oparta została prohibicja z roku ’37 zostały jednogłośnie obalone. Jak w tej sytuacji postąpił Anslinger? Pozwólmy sobie na mała dygresje: wobec silnego lobbingu ze strony przemysłowców, którym zależało na powstrzymaniu rozpowszechniania się tanich i dobrych włókien, czystość intencji komisarza stoi do dziś dnia pod znakiem zapytania. Wracając jednak do sytuacji na początku drugiej połowy ubiegłego wieku: zbity z tropu Anslinger nie dał bowiem za wygraną. Wbrew swoim wcześniejszym zeznaniom oraz opiniom specjalistów, stwierdził iż stosowanie marihuany prowadzi do uzależnienia od heroiny – tak powstała hipoteza, zwana gateway theory (teoria przejścia). Argumenty FBN nie zostały poparte żadnymi wiarygodnymi orzeczeniami specjalistów, czy towarzystw medycznych. Władze, dysponując olbrzymimi możliwościami w dziedzinie propagandy, rozprzestrzeniło jednak nową teorię, która pomimo braku solidnego oparcia w badaniach naukowych, zyskała dużą popularność. Od tego momentu, niemal wszystkie światowe ustawy dot. narkotyków opierane są na tym założeniu. We wczesnych latach siedemdziesiątych przeprowadzono liczne, szeroko zakrojone badania nad związkiem między zażywaniem marihuany a uzależnieniem od tzw. twardych narkotyków, głównie heroiny i kokainy. Badania przedsięwzięły m.in. rząd Kanady, czy The Consumer Union (amerykańska pozarządowa unia konsumentów) – wszystkie jednogłośnie orzekły iż zależności takiej absolutnie nie ma.

Wstrzymamy się od wydawania kategorycznych sądów – zachęcamy jedynie do chwili refleksji. W Polsce przekonanie o prostej drodze od marihuany do heroiny było przez wiele lat umacniane przez śp. Marka Kotańskiego. Nie umniejszając jego zasług, pragniemy zwrócić uwagę na kardynalny błąd, który popełnił – oparł swoje przekonania na obserwacji wynikłej z wieloletniej pracy ze środowiskiem heroinistów. Fakt, że znakomita większość z nich paliła marihuanę zanim zaczęła stosować heroinę, odczytał on jako sygnał, potwierdzający słuszność teorii przejścia. Zauważmy jednak, że jest to jedynie efekt manipulacji danymi statystycznymi, za pomocą którego można udowodnić niemal wszystko. Wystarczy spojrzeć na te kwestię z drugiej strony: jedynie niewielki procent użytkowników marihuany sięgnęło kiedykolwiek po inne narkotyki. Podobnie można dowodzić związku między spożywaniem alkoholu, który z niewiadomych przyczyn często nie jest traktowany jako narkotyk, a wspomnianą heroiną. Takie dywagacje są jednak bezproduktywne.

Przyjrzyjmy się teraz pokrótce tym, którym jednak, jak mówią zwolennicy prohibicji trawka nie wystarczyła. Co skłania taką osobę do dalszych eksperymentów z innymi środkami psychoaktywnymi? Czy jest to zgubny wpływ marihuany? Autorytety z dziedziny psychologii i medycyny uważają, że jest to raczej podyktowane cechami charakteru. Osoby, które zaczynając od marihuany (choć w praktyce zazwyczaj od alkoholu lub tytoniu) popadają w uzależnienie od heroiny wykazują zazwyczaj wysoką podatność na uzależnienia, która nie potrzebuje katalizatora w postaci konopii. Skłonności te na ogół rozwijają się w pełni bez względu na czynniki zewnętrzne, przybierając najróżniejsze postaci, chociażby umiłowanie do sportów ekstremalnych. Powodów, dla których ludzie sięgają po alkaloidy maku jest tak wiele jak samych uzależnionych: argumentacja naukowa nie włącza jednak w szereg tych czynników owego mistycznego poszukiwania mocniejszych wrażeń, po które tak chętnie sięgają oponenci legalizacji.

Sztandarowym przykładem, na który powołują się przeciwnicy teorii przejścia, jest Holandia, w której przeszło trzydziestoletnia praktyka nie wykazuje związku upowszechnienia przetworów konopnych ze wzrostem liczby uzależnionych.
nadesłał ganjafarmer dnia 15-03-2005, 12:33
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Ganjafarmer - Twoja druga wypowiedz jest chwilami sluszna. Oczywiscie o podatnosci na uzaleznienia decyduje przede wszystkim wrodzona sklonnosc, ewentualnie podparta tlem spolecznym (np. dzieci alkoholikow maja wieksza szanse same zostac alkoholikami, co nie oznacza na 100%, ze nimi zostana). Nie zmienia to jednak mojej opinii i opinii rowniez niemalej grupy znanych mi (absolutnie niekonserwatywnych w jakiejkolwiek kwestii) psychiatrow, pedagogow i pssychologow - "gateway" to czasami niestety nie fikcja. Holendrom mozna tylko pozazdroscic...
Twoja pierwsza wypowiedz, a wlasciwie dane amerykanskiego instytutu pozarzadowego CATO, to ciezka bzdura i nie wiem, czemu ma sluzyc rozpowszechnianie takich informacji... Owszem - kokaina i nikotyna pochodza z jednej grupy metabolitow wtornych, ale gdzie im tam do siebie... Kokaina i amfetamina blokuja wychwyt neurotransmitera dopaminy, a jego rosnace stezenie wywoluje znany efekt (dopamina jest neurotransmiterem pobudzajacym, stad ten "kop"). Opiaty, czyli morfina i heroina, hamuja wydzielanie GABA (kwasu gamma-aminomaslowego), ktory jest z kolei neurotr. hamujacym przewodzenie nerwowe. W ten sposob pobudzone zostaja komorki produkujace dopamine (czyli inny sposob na prawie to samo (na poziomie biochemicznym, efekt nieco sie rozni), co w przypadku amfetaminy i kokainy). Organizm dosc szybko przystosowuje sie do nienaturalnie wysokiego poziomu DOPA i zaczyna zle znosic jego spadek, "domagajac sie" w takim przypadku powrotu do stanu pobudzenia. Tyle, ze coraz trudniej osiagnac taki stan mniejszymi dawkami. A ludzie myslacy niech sobie dopisza reszte. Twierdzenie, jakoby kokaina byla tylko nieznacznie bardziej uzalezniajaca od kofeiny to juz smiech na sali. I jeszcze raz powtarzam - Holandia TAK (bylem, widzialem ,gadalem), ale to jest mozliwe wlasnie tam (+ewentualnie uwierze w kraje skandynawskie i Belgie) - nie widze szans dla ichniego modelu u Nas w Polsce.
A na koniec taka refleksja wlasna, niekoniecznie kierowana do Ciebie, ganjafarmer (chociaz kto Cie wie, skoro nie podpisales sie swoimi danymi) - mam zagadke!

Jakiej grupie zawodowej przyniesie NAJWIEKSZE wymierne korzysci ludzka wiara w to, ze moc uzalezniajaca niektorych narkotykow jest niska i ze "gateway theory" to czysta fikcja?

:) pzdr
nadesłał Kuba Mikoszewski dnia 15-03-2005, 18:34
[tożsamość niepotwierdzona]Taki jest pomiar siły uzależniającej substancji psychoaktywnych. Wszelkie pytania kieruj do CATO institute. Co do psychiatrów, terapeutów i ich zdania że mj to getaway drug - to dla mnie nic nowego - ci ludzie całe życie pracują z extremą więc nie dziwie się, że mają spaczoną wizję świata. Zresztą jak można nazwać regułą - teorię, która dotyka 2 % tych co niby zaczynają od trawki. Ja wole ją nazywać mitem, albo teorią statystycznie nieistotną...
Co do zagadki to odpowiedź jest równie prosta jak pytanie - korzyści odniosą ci, co mają głowę na karku oraz ci, którzy zechcą w branżę zainwestować.
Co do prohibicji - to jest ona kwestią czasu - i, o ironio - zawali się ona pod cięzarem własnych skutków...

nadesłał ganjafarmer dnia 17-03-2005, 15:37
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]No to umowmy sie, ze w sprawie gateway sie roznimy - nie przekonuja mnie Twoje argumenty. Co rozumiesz przez nadchodaca prohibicje?? Przeciez w Polsce na mj juz jest prohibicja - nie wolno sprzedawac, nie wolno posiadac. Moglbys sprecyzowac? Zanacze, ze obecnie obowiazujaca ustawa, to moim zdaniem absurd. A korzysci... No tak - rzeczywiscie Ci, co zainwestuja i maja glowe na karku. Takze Ci, dla ktorych nie ma znaczenia komu sprzedaja (23, czy 13 latkom), co sprzedaja (czysta mj, czy mj z domieszkami cracku) oraz ze zrozumialych przyczyn zalezy im na stworzeniu jak najwiekszej rzeszy uzaleznionych. Tu ciekawe spostrzezenie - w Holandii wlascicielom coffee shopow wbrew pozorom nie zalezy na uzaleznianiu! Dlaczego? Proste - wiekszosc ich zyskow przynosza zagraniczni turysci, ktorzy koniecznie chca sprobowac jednej ze specjalnosci "Pomaranczowych", a turystow przez caly, okragly rok (!) jest w Holandii wiecej, niz mieszkancow (sciaga ich przede wszystkim sam Amsterdam z wiekszoscia holenderskich punktow sprzedazy). Nie trzeba nikogo uzalezniac - klienci sami wala drzwiami i oknami, ale kazdy z nich najwyzej pare razy w zyciu. Prosty i jak najbardziej istniejacy mechanizm. W Polsce, gdzie nie ma co gadac o turystach i atrakcjach, trzeba sobie wytresowac klientele, bo inaczej nie bedzie pieniazkow... A najbardziej podatni na wplywy sa najmlodsi. Najlepiej, zeby kupowali jak najdrozszy stuff, czyli nie trawe, czy amfe (ktorej cena spadla ostatnio do smiesznie niskiego poziomu kilkunastu zlotych), tylko np. heroine. No ale nie mozna sprzedac od razu heroiny poczatkujacemu, bo sie przekreci i sie klienta i pieniazki straci... Ale mozna go systematycznie i powolutku tresowac i przyzwyczajac - cos sie dorzuci do trawki, LSD sie wzmocni i z czasem bedzie mozna sprzeda pierwsza porcje heroiny. Dosc popularne wsrod dealerow sa zreszta darmowe probki na poczatek. Niektorzy nie dadza sie namowic na nic mocniejszego, ale logiczne jest, ze dealer zrobi wszystko, zeby sie dali. Logiczne z punktu widzenia praw rynku, a to jedyne prawa, ktore obchodza dealera. Pojecie "uczciwego dealera" to dla mnie w polskich warunkach oksymoron. I nie podoba mi sie ganjafarmer nie tyle to CO piszesz (choc i to czasem nie), ale JAK piszesz. Jestem ciekaw kim jestes, co robisz i jaki jest Twoj interes w lansowaniu TAKICH, a nie innych pogladow na otwartym forum, ktore czytuje wielu uczniow i uczennic w wieku 13 - 19 lat. W tej dyskusji tylko ja sie podpisuje wlasnym imieniem i nazwiskiem.
nadesłał Kuba Mikoszewski dnia 17-03-2005, 16:23
[tożsamość niepotwierdzona]Przepraszam żle się wyraziłem - miałem na myśli to, że upadek proh. jest kwestią czasu. Cieszę się, że zgadzamy się , co do bezsensu obecnej ustawy. Jednocześnie wypadałoby zaproponować lepsze rozwiązanie. I tak , czy nie uważasz, że najlepszym panaceum na czystość (jakość) trawki oraz kontrolę wieku jest właśnie legalizacja - która pozwoli stworzyć konkurencje - najlepszy motor dla jakości i postępu? Szanujące się cs-y w NL otwierają swoje dzrzwi dla klientów, którzy ukończyli 21 lat. Obligatoryjnie są monitorowane, obowiązuje zakaz reklamy a także działa system kontroli i kar.
Co do mojej obecności tutaj to jest ona przypadkowa, po prostu zainteresowały mnie pewne nieścisłości w poprzednich wypowiedziach. Uważam też , że na wzór holenderski do polskich szkól powinien obowiązkowo zostać wprowadzony przedmiot traktujący na temat skutków i profilaktyki.
Co do mojej osoby to jestem absolwentem ekonomii na jednym z uniwersytetów, jednak moje zainteresowania pozwoliły mi znależć pracę w laboratoriach w jednym z banków nasion w NL. Zdaje się, że byłem i jestem jedynym polakiem, który kiedykolwiek pracował w tego typu firmie. Tak to już jest na tym świecie, że za pewne umiejętności w jednym kraju cię wynagrodzą, a w drugim posadzą. Dzięki nieprzyzwwoitym zarobkom (jak na polskie i europejskie warunki) obecnie nie muszę już pracować (też nie do końca;) - żyję z zysku, które przynoszą mi inwestycje poczynione w branżę turystyczną - polecam.
Do dalszej dyskusji zapraszam Ciebie oraz wszystkich zainteresowanych na forum, prowadzone przez mojego znajomego w ulubionym portalu gazeta.pl
forum>prywatne>społeczeństwo>LEGALIZACJA MADE IN POLAND
http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21024
ps. mam nadzieję, że kiedyś jak Ty - ja również będe mógł podpisać się imieniem i nazwiskiem
pozdrawiam
nadesłał ganjafarmer dnia 17-03-2005, 18:14
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Nie można oczekiwać od nauczyciela,że otwarcie zadośćuczyni zdrowemu rozsądkowi i opowie się za legalizacją WSZELKICH tzw. narkotyków.
Można natomiast oczekiwać, że argumentacja takiego człowieka, jeśli już chce działać w złej sprawie i (jak sądzę) w złej wierze nie będzie tak nonsensowna.
Bo czasami nie trzeba nawet mieć racji (tu pan Mikoszewski mieć jej nie może, programowo opowiadając się po złej stronie). Wystarczy nie opowiadać głupstw, żeby zyskać zwolenników.
Ale pan Mikoszewski pisze:

"Takze Ci, dla ktorych nie ma znaczenia komu sprzedaja (23, czy 13 latkom)"

Czy wobec tego jest pan Mikoszewski za powrotem prohibicji alkoholowej? Bo nie ma sporu co do tego, ze zakaz sprzedaży piwa niepełnoletnim nie zawsze jest przestrzegany.
Pytam? I czytam dalej:

"Takze Ci, dla ktorych nie ma znaczenia (...) co sprzedają(czysta mj, czy mj z domieszkami cracku)"

Czy wobec tego jest pan Mikoszewski za powrotem prohibicji alkoholowej?? Bo zdażają się, niestety, flaszki wódki z metanolem.
Wciąż pytam i co raz bardziej zdumiony czytam, że:

"oraz ze zrozumialych przyczyn zalezy im na stworzeniu jak najwiekszej rzeszy uzaleznionych."

Też bym o coś zapytał. Ale tu już nadawanie anty"narkotykowym" zbobonom pozorów sensu i naukowości przekroczyło granicę poza którą na prawdę nie bardzo wiadomo o co chodzi.
"Zależy IM" czyli komu?
Ludziom z "branży marihuanowej"? Jeśli jest słowo prawdy w teorii "gateway" to BZDURĘ pan napisał. Bo ludziom zarabiającym na trawce naj mniej zależy, żeby ktoś się przeżucił na amfę! Tak sądzę. Bo do tej pory wydawało mi się, że producentowi np. piwa zależy, zebyśmy dalej pili piwo, a nie popadli w alkoholizm i grzali dziennie pół litra wódy. Ale może pan Mikoszewski wie o istocie handlu rzeczy, o jakich mnie się nawet nie śniło.

"Im" czyli mafii liczącej tylko szybkie zyski i przemocą a czasem podstępem (marihuana z domieszkami) opanowującej narkotykowy rynek? Czy o tych "ich" chodziło?
To ja znowu zastrzgam, ze jeśli pan Mikoszewski ma wiedzę tajemną, to z przyjemnością przyznam się do błedu, ale póki co bedę twierdził, że nie ma lepszego sposobu na zlikwidowanie wpływów przestępczych w części rynku niż LEGALIZACJA tej części. Legalny przedsiębiorca narkotykowy bedzie zainteresowany w klientach stałych, a nie w takich, którzy po kilkunastu wizytach w jego "aptece" skończą na Centralnym.


"Tu ciekawe spostrzezenie - w Holandii wlascicielom coffee shopow wbrew pozorom[a no właśnie - POZOROM. przyp. mój] nie zalezy na uzaleznianiu! Dlaczego? Proste - wiekszosc ich zyskow przynosza zagraniczni turysci, ktorzy koniecznie chca sprobowac jednej ze specjalnosci "Pomaranczowych", a turystow przez caly, okragly rok (!) jest w Holandii wiecej, niz mieszkancow (sciaga ich przede wszystkim sam Amsterdam z wiekszoscia holenderskich punktow sprzedazy). Nie trzeba nikogo uzalezniac - klienci sami wala drzwiami i oknami, ale kazdy z nich najwyzej pare razy w zyciu." - pisze pan Mikoszewski.
Co tu znajdujemy? Dziwaczną dość tezę, że Holendrzy to naród narkomanów. Ale poza tym, powtarzam, jeśli koronny argument zwolenników marihuanowej prohibicji - owa teoria gateway - jest słuszna, to "nie zależy na uzależnianiu" właśnie dla tego, żeby przychodzili, a nie dla tego, że przychodzą!

I na koniec: Pisał pan Mikoszewski już wielokrotnie w takim duchu, jakby powoływanie się na Holandię było bezcelowe, bo...("bo" przekonującego jak dotąd nie znalazłem). Ale jedyną wyjątkowością Holendrów i Amsterdamu jest to, że ONI TO ZALEGALIZOWALI! NIe żadne głupstwa o "holednerskiej mentalności" czy innej specyfice, ale to, że tam problem ucywilizowano.
Apelowałbym o odwagę. O zaufanie zdrowemu rozsądkowi i nieulganie histeriom. I złodziejom. Bo jak pan Mikoszewski pyta kto zarobia na marihuanie, to ja się pytam kto zarabia na międzynarodowych programach "zwalczania narkotyków". To są, mili państwo, obroty roczne, lekką ręką licząc, kilkanaście miliardów dolarów.
"Jakiej grupie zawodowej przyniesie NAJWIEKSZE wymierne korzysci ludzka wiara w to, ze moc uzalezniajaca niektorych narkotykow jest niska i ze "gateway theory" to czysta fikcja? "
- dealerom.
Jakiej grupie zawodowej zależy na utrzymywaniu stanu wojny z narkotykami? O panie, abo jednej... Oto jest prawdziwa przyczyna słabości sił rozsądku w tej sprawie.
Pdpisuję się nazwiskiem.
nadesłał ode dnia 18-03-2005, 00:59
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Ganjafarmer - OK, ta wypowiedz duzo wyjasnia z Twojej strony, to juz inna rozmowa. Przedmiot szkolny a la Holandia - jestem za!
Panie Ode - panska wypowiedz nie nadaje sie nawet do skomentowania. Dlaczego? Bo jest, moim zdaniem, za glupia (ojej - chyba skomentowalem...).

nadesłał Kuba Mikoszewski dnia 18-03-2005, 01:11
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]"Używanie epitetów swiadczy zazwyczaj raczej o piszącym niż o opisywanym" Mirosław Czech. Dzisiejsza "Wyborcza" (ojej - chyba wczorajsza...)
nadesłał ode dnia 18-03-2005, 01:18
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Wiecie, ze Austria Wieden awansowala do cwiercfinalu Pucharu UEFA :) ?? Trzech Polakow w skladzie - bedzie komu kibicowac (chociaz pewnie i tak wygra AC Parma).
nadesłał Kuba Mikoszewski dnia 18-03-2005, 01:57
[tożsamość niepotwierdzona]a ja wiem, że narkotyki są szkodliwe i nie zażywam, nawet jak będą legalne, to nie weznę żadnego! a mocz w dobrej sprawie należy się oddać, znaczy odlać...
nadesłał gość (ale swojak) dnia 30-03-2005, 01:52
[tożsamość niepotwierdzona]Jestem ciekaw kim jestes, co robisz i jaki jest Twoj interes ...
nadesłał Kuba
Mikoszewski
dnia 17-03-2005, 16:23

to brzmi jak zachęta

nadesłał gość (ale ... ) dnia 30-03-2005, 02:00
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Oj, a ja taki nieuczesany ;).
nadesłał Kuba Mikoszewski dnia 30-03-2005, 20:09
[tożsamość niepotwierdzona]Jak to jest, ze od kilku lat na bednarszoku jest pewien problem,a nazywa sie mocz?
(pytam z ciekawosci)
nadesłał / dnia 10-04-2005, 17:58

D  O  D  A  J    K  O  M  E  N  T  A  R  Z
Aby dodać komentarz zaloguj się lub napisz jako gość. Zalogowanie się jest wysoce zalecane.

UWAGA! Prawdopodobnie posiadasz już konto przy pomocy którego możesz się zalogować. Szczegóły...
BednarSzok.pl 1999 - 2006
Pewne prawa zastrzeżone