"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
 
Szukasz oficjalnej strony Bednarskiej? www.bednarska.edu.pl
24.10.2017, imieniny Arety, Marty, Marcina
BednarSzok >> Społecznie... z chęci pomocy czy pod przymusem?

Newsy


Społecznie... z chęci pomocy czy pod przymusem?
by k [30.11.2005]
[wolontaariat]Po wprowadzeniu na Bednarskiej przez Radę Pedagogiczną obowiązkowych prac społecznych, nazywanych przez zwolenników "wolontariatem", rozgorzała debata nad ich zasadnością. Krytycy mówią, że przymus obrzydza prace społeczne, zwolennicy bronią pomysłu, mówiąc, że bez przymusu uczniowie Bednarskiej nikomu nie pomogą.
Uczniowie z Klawej Prywatki napisali petycję o zniesienie przymusu prac społecznych, pod którą podpisało się około 170 osób i poszli z nią do Jana Wróbla. Sprawa trafi pod obrady Sejmu nowej kadencji, zaś dziś emocjonuje wszystkich, z Dyrektorem na czele. BednarSzok zaprasza do dyskusji.


K   O   M   E   N   T   A   R   Z   E
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Jestem zwolennikiem pomysłu. Gorącym. Ale nie uważam, że bez przymusu uczniowie Bednarskiej nikomu nie pomogą.
nadesłał wrobel dnia 01-12-2005, 08:28
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Czy "prace społeczne" mają w jakiś sposób zrekompensować upadek systemu bednarowego?
nadesłał Kapitan Feloł dnia 01-12-2005, 17:13
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Panie kapitanie, nie:
Bednary były formą rozliczeń prac dla Szkoły. "Prace społeczne" mają być programem solidarności z tymi, którym los poskąpił szczęścia. Tutaj pracujemy "na zewnątrz", poza milutką oazą I SLO.
(Na samą myśl o takim działaniu niemała część naszej szkolnej zareagowała panikarskimi listami, nawiasem mówiąc).

Z poważaniem

PS. I jeszcze co do niefortunnego w moim odczuciu tytułu tego newsa - nie "czy" z chęci pomocy i przymusu, lecz "albo". Jedni z pierwszego powodu, drudzy, miejmy nadzieję, że nie tacy znowu iczni, z tego drugiego.
nadesłał wrobel dnia 01-12-2005, 22:17
[tożsamość niepotwierdzona]a kończąc zdanie Pana Dyrektora to czy to z chęci z pomocy czy to z przymusu, pomoc jest zawsze dobra, jeśli rzeczywiście efektywna i moze wiele nauczyć. (jakkolwiek pseudopedagogicznie by to nie brzmiało)
I chyba pomaganie innym nie jest taką katastrofą . Na Raszyńskiej udaje się to z powodzeniem.
To śmiesznie. U mnie na studiach studenci biją sie o fajny wolontariat...;)
nadesłała agata stasińska dnia 01-12-2005, 23:33
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Pani Agato, prawda, ale "pierwsza, społeczna" szkoła w Polsce powinna dążyć do tego, aby:
- jak najwięcej jej wychowawków uczestniczyło w działaniach społecznych z dobrej woli (dobrowolność)
- żaden nie pozostał zupełnie z boku (przymus).
Stąd "albo".
Ukłony
nadesłał wrobel dnia 02-12-2005, 08:21
[tożsamość niepotwierdzona]Nie śmiem tego kwestionować. Wręcz przeciwnie. Całym sercem popieram.
Ukłony takoż
nadesłała agatastasińska dnia 02-12-2005, 12:18
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]bednary mozna dostac takze za prace "poza szkola" - dla ogolu. I calkiem sporo osob tak
je zbiera. (co wole od "zarabia")
nadesłał tbk dnia 02-12-2005, 13:28
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]widze ze dyrektor wrobel stara sie by z bednarskiej nie wyszly tylko rozpieszczone dzieciaki, ktore uwazaja sie za "elytke" i oprocz konca swojego nosa nic innego nie widza... brawo! jestem za tym pomyslem... tylko zeby to nie byl przymus (ale obrzydliwe slowo...)
widze jednak ze duza czesc dzieciakow sie oburzyla ze moga poswiecic troche czasu na pomoc innym...


ps. agata jak zawsze sie ze soba zagadzamy;)
nadesłała kolega guli dnia 02-12-2005, 19:08
[tożsamość niepotwierdzona]"mają być programem solidarności" - solidarność przymusowa...obawiam się,że obowiązkowe prace społeczne obrzydzą nam wszystkim jakikolwiek wolontariat na całe życie :)
nadesłał Dean dnia 02-12-2005, 21:50
[tożsamość niepotwierdzona]Guli, może Cię to zdziwi, ale wbrew pozorom obijania się, w klasie maturalnej niestety nie ma się zbyt dużo czasu. Brakuje czasu na nauke, o sferze toważyskiej nie bede nawet wspominał. Wiec dodatkowy "solidarny" wolontariat wciskać musielibyśmy w czas nierzeczywisty. Pozdr.
nadesłał Jagielski dnia 02-12-2005, 21:54
[tożsamość niepotwierdzona]Guli, może Cię to zdziwi, ale wbrew pozorom obijania się, w klasie maturalnej niestety nie ma się zbyt dużo czasu. Brakuje czasu na nauke, o sferze toważyskiej nie bede nawet wspominał. Wiec dodatkowy "solidarny" wolontariat wciskać musielibyśmy w czas nierzeczywisty. Pozdr.
nadesłał Jagielski dnia 02-12-2005, 21:55
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]To nie chodzi o to, że ' małe dzieci' (zastanów się, Guli..) nie chca pomagać ludziom, którym się nie poszczęściło tak, jak nam, tylko o to, żeby (raz) uszanować tę część obywateli naszej szkoły, która nie ma ochoty/czasu tego robić. Ok, wiadomo, że dobrze jest pomóc i każdy powinien to robić, ale jeśli ktoś jest na tyle niepełnosprytny, że za żadne skarby nie chce tego robić, to nie można takiej osoby do tego przymuszać! Przymusowy wolontariat- to nie oksymoron?
nadesłał Pipes dnia 04-12-2005, 11:42
[tożsamość niepotwierdzona]Osobiscie obawiam sie, ze bez tego "przymusu" dosyc niewiele osob cokolwiek zrobi - wiszkosc bedzie sie tlumaczyla brakiem czasu, albo tym, ze przeciez w zeszlym roku wrzucili juz 5 zl do puszki Wospu... Przymus jest chyba jedynym sposobem do zmuszenia niektorych do pracy. Chyba nikomu jesczez nie zaszkodzilo komus pomoc. Ok, skoro maturzysci mowia, ze sa zapracowani (i nie watpie, ze rzeczywiscie maja duzo pracy), to ich mozna zwolnic z tej akcji. A co do zniechecania - ciezko kogos do czegos zniechecic, skoro ten ktos (bardzo mozliwe,ze) nigdy tego nie sprobowal. A odkladac na przyszlosc jest najlatwiej.
Mysle tez, ze "prace spoleczne" maja jesczez jedna zalete - wydaje mi sie, ze w naszej szkole znajdzie sie wiele osob, ktore chetnie by nawet cos zrobily, ale nie maja pomyslu, jak sie do tego zabrac, albo nie maja kumpli, z ktorymi mogliby cos zrobic (a wiadomo, ze ze znajomymi latwiej).
Z cala pewnoscia mozna w publicznej debaciem udziez w Sejmie, omowic kwestwie oceniania. Ale to jest tak naprawde szczegol, ktory nie neguje samej idei prac spolecznych.

nadesłał ar'zul dnia 04-12-2005, 13:32
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Drogi Panie Pipes, Drogi ar'zul

1) Nie widzę powodu, żeby aż tak uszanować na Bednarskiej akurat tych, którzy nie chcą uszanować idei wychowawczych akurat tej Szkoły. Wybierając Bednarską wybieramy wcale niemało przymusu szkolnego!

2) "Przymusowy wolontariat" to chwyt retoryczny przeciwników akcji. W istocie projekt solidarności to projekt dwuścieżkowy: dla jednych jest ścieżka wolontariatu, dla drugich ścieżka obowiązku szkolnego.

3) Przymus jest raczej uznaniem wagi sprawy - prace społeczne to nie dodatek do etosu bednarskiej, ale jego fundament, coś nie do ominięcia, nawet jeżeli masz zły humor albo boli Cie głowa.
Ukłony

PS. Ciekawym, gdzie głosy 170 etosowców, ktorzy podpisali się pod listem DNS (dajcie nam spokój)?
nadesłał wrobel dnia 04-12-2005, 16:17
[tożsamość niepotwierdzona]panie dyrektorze, ja jestem jedną z tych osób. wybierając bednarską wybierałam miedzy innymi wolność. wolność oznacza dla mnie też możliwość wyboru wśród różnych rzeczy jakie oferuje nam szkoła. możliwość aktywnego uczestniczenia we władzach szkolnych, bądź zrezygnowanie z tego. nie można być społecznikiem z przymusu. wolontariat jest pracą wykonywaną z własnej, nieprzymuszonej woli. promowanie wolontariatu w naszej szkole i wskazywanie uczniom różnych możliwości pracy społecznej jest fantastyczną ideą.
ale czynienie z wolontariatu obowiązku nie dość że dewaluuje jego wartość, faktycznie zraża do niego uczniów. tylko w imię tego żeby pomoc jak największej ilości osób, bo jakoby uczniowie nie wykonują prac społecznych. proszę spojrzeć jak wyglądały ostatnie pikniki, ile osób wykonało mnóstwo bezinteresownej pracy, a było to już po zniesieniu bednarów. uczniowie pracują w szkole i poza nią. ja sama raz w tygodniu opiekuję się sześcioletnim chłopcem i pomagam jego mamie. nie wyobrażam sobie jak mogłabym ją poprosić o zaświadczenie do szkoły, bo muszę zaliczyć prace społeczne. nie chcę też myśleć o tym jak ona by się w tej chwili czuła. czynienie z prac społecznych obowiązku odbiera im całą wartość pedagogiczną, a przecież panu jako nauczycielowi nie chodzi tylko o to aby uczniowie pomagali, ale też o to by wykształcić w nas odpowiednią postawę wobec ludzi potrzebujących pomocy.
nadesłała ola dnia 04-12-2005, 17:17
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Droga Pani Olu,
z całym szacunkiem, ale:

gdyby napisala Pani, że "tolerancja" albo "uprzejmość" to piękne rzeczy, ale czynienie z nich przymusu odbiera im wszelką wartość, a człiowiekiem tolerancyjnym nie ozna być z przymusu, też miałaby Pani dużo racji. Niemniej mamy to wpisane w idee wychowawcze szkoły. Umiemy z tymi zapisami żyć. Chciałbym żebyśmy tak samo umieli żyć z przepisem o pomocy społecznej.

Dążymy do tego, aby ludzie nabierali w szkole nawyku otwartości na potrzeby różnych ludzi, a także nawyku pracy społecznej (co m.in. znaczy - zespołowej). Jestem przekonany, że to równie ważne, jak nawyku uczenia się. W sprawie dydaktyki mamy tonę (kuratoryjnych i szkolnych) przepisów niejako ubezpieczających tę drogę. W sprawach 'społecznych' tylko ezoteryczne zalecenia.

Wyrazy sympatii
nadesłał wrobel dnia 04-12-2005, 18:13
[tożsamość niepotwierdzona]oto co przeczytałam w ideach wychowawczych szkoły na stronie www.bednarska.edu.pl

"Pragniemy kształtować w naszych uczniach postawę życzliwości, tolerancji i wrażliwości wobec innych. Chcemy przygotować ich raczej do służby społecznej niż do bezwzględnej walki o osobisty sukces. Uczniowie są zachęcani do uczestnictwa w akcjach charytatywnych i wolontariacie, do podejmowania problemów związanych z sytuacją osób niepełnosprawnych, dzieci z domów dziecka, uchodźców politycznych czy dzieci z wiejskich szkół na terenach zaniedbanych gospodarczo. Pragniemy wpoić uczniom przekonanie, że ten, kto dużo otrzymał na starcie, ma obowiązek myśleć o tych, którzy mieli mniej szczęścia od niego."

ani słowa o przymusie. jeżeli zgadza się pan ze mną na temat tego co stanowi o wartości wolontariatu, to pozostaje mi tylko skromnie wyrazić moje własne zdanie. skromnie ponieważ
moje doświadczenie pedagogiczne w porównaniu z pańskim jest niewielkie. wydaje mi się jednak, że przymuszanie jest najgorszym sposobem na "zachęcanie" do prac społecznych i "kształtowanie postawy życzliwości". to nie jest dobra droga do promocji wolontariatu.

w innym punkcie idei jest tez mowa o "godności każdej osoby ludzkiej”. wiem że jeśli przymusi się do prac społecznych całą szkołę to z pewnością znajdą się ludzie pomagający jedynie z obowiązku szkolnego. pytam po raz kolejny: jak czuje się osoba która otrzymuje pomoc ze strony osoby zobowiązanej do tego?

wiadomo że lepiej pomagać niż nie pomagać. jestem jednak głęboko przekonana że uczniowie bednarskiej są zdolni wykrzesać z siebie coś dobrego bez przymusu. mam nadzieję że pan też w to wierzy, to bardzo ważne. fakty mówią same za siebie: w newsie wyżej jest mowa o dwóch świąteczno-mikołajowych akcjach, z których jedna została podjęta przez niecałkiem świadomych obowiązkowości wolontariatu ludzi, a druga przez klasę sprzeciwiającą się temu pomysłowi.

z wyrazami wzajemnej sympatii i szacunku
nadesłała ola dnia 04-12-2005, 22:43
[tożsamość niepotwierdzona]tak czy siak, o potrzebie organizowania akcji spoelcznych zrobilo sie glosno. I chyba o to chodzilo, bo teraz moze pare osob jednak zacznie cos robic, zamiast tylko przyglaac sie i odkladac to na przyszlosc.
nadesłał ar'zul dnia 05-12-2005, 17:46
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]powiedziałabym, że wręcz juz zaczęło.
nadesłała gum dnia 05-12-2005, 21:27
[potwierdzony członek społeczności szkolnej]Droga Pani Olu,

nie dogadamy się (choć to miło, że wymienilismy się pogądami w amosferze wzajenego szacunku). Oboje zbyt mocno wierzymy w moralne racje stojące za naszymi stanowiskami.
Obawiam się, że osoby po prostu pragnące, by szkoła dawała im święty spokój, patrzą na nasz spór z rosnącą nadzieją na utopienie projektu obowiązku "prac użytecznych". Bo nawet jeżeli projekt zostanie zatwierdzony, ale wytworzy się o nim opinię zamachu na ludzką godność i wolność ("nawet tak znani społecznicy jak Pani Ola, X, Y etc.. są przeciw"), to zwycięstwo będzie pyrrusowe.
Wielka szkoda.

Zasmucony, chociaż wciąż szczerze zapewniający o szacunku i sympatii
nadesłał wrobel dnia 06-12-2005, 21:27
[tożsamość niepotwierdzona]mi sie wydaje ze pomysl jest bardzo, a to bardzo dobry. Swoja droga postulowalem go dobre pare lat temu. Rozumiem ze projekt jest kopia systemu amerykanskiego, gdzie kazdy uczen musi "wyrobic" odpowiednia ilosc godzin by otrzymac dyplom ukonczenia szkoly. W ameryce to dziala.
Wielkie i patetyczne slowa o wolnosci jakos mi tu nie pasuja. Te prace spoleczne, bo wolontariatem tego bym nie nazywal, maja na celu wyrobienie w uczniach jakiegos rodzaju wrazliwosci spolecznej. Taki "wolontariat" jest (to mowie z wlasnych skormnych doswiadczen) niesamowice wzbogacajacy.Nie rozumiem tej paniki i strachu przed tym. Jesli dobrze pamietam swoja klase maturalna to wszyscy w okolo mieli tego wolnego czasu az za duzo...
nadesłał spiewak dnia 06-12-2005, 23:38
[tożsamość niepotwierdzona]skoro to nie działa, to może warto pomyśleć nad innym rozwiązaniem. życze owocnych negocjacji w poniedziałek.
nadesłała ola dnia 08-12-2005, 19:32
[potwierdzony członek społeczności szkolnej][Luźny komentarz]
Nie znam się, ale nigdy nie lubiłem robić rzeczy przymusowo :(
nadesłała Sarmata w IB dnia 14-12-2005, 19:12
[tożsamość niepotwierdzona]jestem rodzicem jednego z uczniow bednarskiej i przygladam sie dyskusji.

Odniosłam wrażenie, że Pan Dyrektor wraz z nauczycielami ustalając wolontariat jako przymusowy prubuje załatwić problem dobroczynności siłowo i odgórnie.

Prościej jest powiedzieć młodzierzy, że dobroczynność jest ich obowiązkiem i oczekiwać posłuszeństwa. Trudniej jest zachęcić do woluntariau wspólnym działaniem i własną postawą, przekonywaniem że pomoc innym, słabszym ma sens i przynosi wielką satysfakcję. Że każdy człowiek też, któremu się jako tako wiedzie powinien czuć się odpowiedzialny za czyjś gorszy los.

Mimo tego co napisałam wcześniej nie boli mnie pomysł by moje dziecko było zobowiazane do działań społecznych, natomiast bardzo boli mnie sposób w jaki ta akcja jest przeprowadzana. Mam wrazenie, ze mlodzież na bednarskiej jest traktowana jak 30-sto latkowie. Oczekuje się od nich by zajęli się jakąś pracą społeczną nie wyznaczając konkretnych zadań.
A szczerze to wydaje mi sie ze nawet dla 30-to latkow taka formóła by nie działała. Nie można oczekiwać że młodzi ludzie sami znajda sposób na to jak mają się przydać społeczeństwu, i nie znaczy to że są z gruntu, zli tylko że tego wczesniej nie robili i trzeba im to pokazac i ich tego nauczyc.

Oczekiwałabym od nauczycieli i od Pana Dyrektora lepszego przygotowania do tego tematu. Wyobrażam sobie że nauczyciele powinni sprawdzić po 2, 3 możliwosci na klase. To znaczy poszliby w miejsca gdzie ta pomoc jest potrzebna i dowiedzieli się kiedy i jakie rzeczy trzeba by zrobić, tworząc niejako "miejsca pracy" dla przyszlych woluntariuszy. Wyobrażam sobie , ze potem braliby aktywny udział w trakcie tych działan tzn,.: byliby obecni na miejscu i pokazywaliby mlodzieży jak nalezy sie zachowac w obec np, wylkinajacego staruszka chorego na alchajmera czy uchodzcow z Czeczeni , ktorzy np. nie moga oderwac wzroku od ciuchów ucznia z bednarskiej.

Na pewno taki woluntariat to wspaniale doswiadczenie, ale pod warunkiem że nie skończy się niepowodzeniem i frustracją. Myśle , że taki młody człowiek jeśli nie jest własciwie poprowadzony to może popaść w poczucie że nie może i nie potrafi pomóc tym dla których los nie byl laskawy. A w końcu nie taki jest cel tej akcji. Myślę że szkoła powinna lepiej zorganizować tą akcję bo ryzyko frusracji i niepowodzenia jest olbrzymie.

Widzę tu sytuację, że dzieciaki dostają po głowach bo nie potrafią się włączyć. Spada na nich deszcz nagan. A to jest bardzo delikatna sprawa i za każde najdrobniejsze działanie w tym kierunku dzieci powinny być bardzo chwalone bo się zniechęcą, bo to nieproste by konfrontować się z cudzym nieszczęsciem.

Wierze w konkretne wyznaczanie zadan i w obecnosc pedagoga przy dzialaniach spolecznych.

pozdrawiam
k
nadesłał kalor dnia 26-12-2005, 19:18
[tożsamość niepotwierdzona]jestem rodzicem jednego z uczniow bednarskiej i przygladam sie dyskusji.

Odniosłam wrażenie, że Pan Dyrektor wraz z nauczycielami ustalając wolontariat jako przymusowy prubuje załatwić problem dobroczynności siłowo i odgórnie.

Prościej jest powiedzieć młodzierzy, że dobroczynność jest ich obowiązkiem i oczekiwać posłuszeństwa. Trudniej jest zachęcić do woluntariau wspólnym działaniem i własną postawą, przekonywaniem że pomoc innym, słabszym ma sens i przynosi wielką satysfakcję. Że każdy człowiek też, któremu się jako tako wiedzie powinien czuć się odpowiedzialny za czyjś gorszy los.

Mimo tego co napisałam wcześniej nie boli mnie pomysł by moje dziecko było zobowiazane do działań społecznych, natomiast bardzo boli mnie sposób w jaki ta akcja jest przeprowadzana. Mam wrazenie, ze mlodzież na bednarskiej jest traktowana jak 30-sto latkowie. Oczekuje się od nich by zajęli się jakąś pracą społeczną nie wyznaczając konkretnych zadań.
A szczerze to wydaje mi sie ze nawet dla 30-to latkow taka formóła by nie działała. Nie można oczekiwać że młodzi ludzie sami znajda sposób na to jak mają się przydać społeczeństwu, i nie znaczy to że są z gruntu, zli tylko że tego wczesniej nie robili i trzeba im to pokazac i ich tego nauczyc.

Oczekiwałabym od nauczycieli i od Pana Dyrektora lepszego przygotowania do tego tematu. Wyobrażam sobie że nauczyciele powinni sprawdzić po 2, 3 możliwosci na klase. To znaczy poszliby w miejsca gdzie ta pomoc jest potrzebna i dowiedzieli się kiedy i jakie rzeczy trzeba by zrobić, tworząc niejako "miejsca pracy" dla przyszlych woluntariuszy. Wyobrażam sobie , ze potem braliby aktywny udział w trakcie tych działan tzn,.: byliby obecni na miejscu i pokazywaliby mlodzieży jak nalezy sie zachowac w obec np, wylkinajacego staruszka chorego na alchajmera czy uchodzcow z Czeczeni , ktorzy np. nie moga oderwac wzroku od ciuchów ucznia z bednarskiej.

Na pewno taki woluntariat to wspaniale doswiadczenie, ale pod warunkiem że nie skończy się niepowodzeniem i frustracją. Myśle , że taki młody człowiek jeśli nie jest własciwie poprowadzony to może popaść w poczucie że nie może i nie potrafi pomóc tym dla których los nie byl laskawy. A w końcu nie taki jest cel tej akcji. Myślę że szkoła powinna lepiej zorganizować tą akcję bo ryzyko frusracji i niepowodzenia jest olbrzymie.

Widzę tu sytuację, że dzieciaki dostają po głowach bo nie potrafią się włączyć. Spada na nich deszcz nagan. A to jest bardzo delikatna sprawa i za każde najdrobniejsze działanie w tym kierunku dzieci powinny być bardzo chwalone bo się zniechęcą, bo to nieproste by konfrontować się z cudzym nieszczęsciem.

Wierze w konkretne wyznaczanie zadan i w obecnosc pedagoga przy dzialaniach spolecznych.

pozdrawiam
k
nadesłał kalor dnia 26-12-2005, 20:02

D  O  D  A  J    K  O  M  E  N  T  A  R  Z
Aby dodać komentarz zaloguj się lub napisz jako gość. Zalogowanie się jest wysoce zalecane.

UWAGA! Prawdopodobnie posiadasz już konto przy pomocy którego możesz się zalogować. Szczegóły...
BednarSzok.pl 1999 - 2006
Pewne prawa zastrzeżone