"BednarSzok" był Niezależnym Internetowym Serwisem Informacyjnym poświęconym Zespołowi Szkół "Bednarska". Działał w latach 1999-2006.
Poniższe informacje prezentowane są wyłącznie dla celów archiwalnych.
 
Szukasz oficjalnej strony Bednarskiej? www.bednarska.edu.pl
24.10.2017, imieniny Arety, Marty, Marcina
BednarSzok >> Bednarska w pigułce

Newsy


Bednarska w pigułce
by Ludwik [01.06.2004]
(c) BednarSzokWtorkowy "Duży Format", ilustrowany dodatek do "Gazety Wyborczej", w serii "III RP" (lekkie teksty o tym jak budowano nową Polskę zaraz po upadku komunizmu) przynosi między innymi opowieść Wojciecha Staszewskiego o naszej Szkole. O tym jak i w jakich warunkach powstawała, dlaczego wygląda jak wygląda, o jej sukcesie i o klęsce Mikołaja Chylaka. O marzeniu o szkole inne niż wszystkie.
"Te cztery lata były dla mnie zupełnie wyjątkowym czasem. Odkryłem, że szkoła nie musi być areną walki między nauczycielami a uczniami, co po 8 latach państwowej podstawówki i 6 miesiącach "normalnego" ogólniaka było dużym zaskoczeniem." - napisał w komentarzach do tego artykułu tegoroczny maturzysta.


K   O   M   E   N   T   A   R   Z   E
[tożsamość niepotwierdzona]Wkleję cały ten tekst do komentarza, żeby ktoś kto znajdzie tego newsa w przyszłości mógł go przeczytać (mógłby trafić już do archiwum "gazety"):
Dlaczego chcesz chodzić do naszej szkoły? - pyta komisja. - To moja osobista klęska - odpowiada Mikołaj Chylak. Siedzący obok Krzysiek Sikora baranieje, komisja również.

Na początku byli ludzie z podziemia, którzy stworzyli Zespół Oświaty Niezależnej, wydawali oświatowe broszury i marzyli o szkole innej niż wszystkie. I Towarzystwo Przyjaciół I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego, które powstało wcześniej niż samo I SLO.

W maju 1989 roku Towarzystwo opracowało nowe programy nauczania. W czerwcu dostało zgodę na utworzenie niepaństwowej szkoły (prawo takie ustalono przy Okrągłym Stole) i ogłosiło pocztą pantoflową nabór uczniów. Przyszło 100 dzieci, a szkoła mogła przyjąć tylko połowę. Nie miała pieniędzy i lokalu - tylko program i kadrę zapaleńców, którzy zgodzili się na początek pracować za darmo.

Adar, Cezar, Dendryt i Hilton to cztery akademiki warszawskiej SGGW. Rektor uczelni dał nowej szkole w każdym z nich salkę. Sekretarka rozkładała się co dzień z papierami na parapecie w korytarzu. Pokój nauczycielski znajdował się pod chmurką, w ogródku między akademikami. Nauczyciele i uczniowie czuli się jak pionierzy na Dzikim Zachodzie. Ale po kilku miesiącach dyrektor Andrzej Wrede podał się do dymisji. Jego następcą została działaczka podziemnej oświatowej "Solidarności", filozof z Polskiej Akademii Nauk Krystyna Starczewska.

To ona dowiedziała się, że po likwidacji PZPR piękny budynek Szkoły Aktywu Partyjnego przejęły władze oświatowe. I tak w styczniu 1990 roku "Bednarska" znalazła się wreszcie przy Bednarskiej.

- Zastanawialiśmy się, jak instytucja autorytarna może wychowywać do tworzącej się demokracji - wspomina Krystyna Starczewska. - Doszliśmy do wniosku, że nie może. Postanowiliśmy stworzyć szkołę demokratyczną.

Utworzyli szkolny sejm, rząd i niezawisły sąd, w skład których wchodziła równa liczba nauczycieli, rodziców i uczniów. Wprowadzili "bednary" - szkolne "pieniądze", które zdobywa się za sprzątanie, dekorowanie sal itp.

(5-10 bednarów za godzinę). Żeby dostać świadectwo, trzeba na koniec roku wpłacić 145 bednarów. Po roku na jedno miejsce mieli kilkanaście osób. Po dwóch latach - 21, co jest niepobitym do dziś rekordem.

Czesne początkowo było niskie - jedna ósma średniej płacy. Po dwóch latach zaczęło rosnąć. Dziś to 700 zł miesięcznie.

- Najbardziej zadowolona jestem z tego, że od tylu lat mamy wciąż dużo chętnych - mówi dyr. Starczewska. - Teraz na darmowe miejsca przyjmujemy dzieci uchodźców politycznych, niepełnosprawne, z domu dziecka. Niektórzy mówią, że gdybyśmy brali najzdolniejszych, to bylibyśmy wyżej w rankingach.

A co najbardziej smuci dyrektor Starczewską? - To, że szkoła się tak rozrosła, ma

700 uczniów. Zamienia się w instytucję. Nie znam już wszystkich uczniów po imieniu.

W I SLO pracuje dziś 40 nauczycieli, z czego 14 to absolwenci Bednarskiej. Jednym z pierwszych jest Krzysztof Sikora, matematyk. Zapamiętał, co osłupiałej komisji powiedział jego kolega Mikołaj: - To moja osobista klęska, bo założyłem sobie kiedyś, że przetrwam 12 lat w szkolnictwie państwowym. Ale się poddaję.

Mikołaja też przyjęli.

nadesłał Ludwik dnia 01-06-2004, 16:20
[tożsamość niepotwierdzona]Eee? Czyli, że pani Starczewska nie zakładała Bednarskiej? E?
nadesłał Kot z Cheshire dnia 01-06-2004, 18:13
[tożsamość niepotwierdzona]Zakładała, ale nie do razu była dyrektorem. To znaczy była w grupie ludzi, która wymyśliła taką szkołę. Z tego co wiem poprzedni dyrektor zrezygnował właśnie dlatego, że do tego żeby powstała ta szkoła nie było nic więcej niż dobre chęci. Pani Starczewska pomimo tego podjęła się tego zadania i... udało się.
nadesłał Ludwik dnia 01-06-2004, 20:39
[tożsamość niepotwierdzona]No no... Że się Wybiórczej vel Koszernej chciało...
Powiem tak - rzetelny ten artykuł i nie ma w nim żadnych laurek. Do jednej rzeczy się mogę jednak przyczepić:))
"szkoła się tak rozrosła, ma 700 uczniów" A zaraz potem: "W I SLO pracuje dziś 40 nauczycieli". To tworzy wrażenie jakby 40 nauczycieli uczyło 700 uczniów. A jest przecież inaczej...
nadesłał Dominik M. dnia 01-06-2004, 20:45
[tożsamość niepotwierdzona]Eeee... Ludwiku - czy ty przypadkiem nie zmieniłeś przed chwilą swojego komentarza?
Aha - to że się udało to nie tylko zasługa pani Starczewskiej ale w dużej mierze szczęścia. To tylko tak żeby stonować entuzjazm:))
nadesłał Dominik M. dnia 01-06-2004, 20:49
[tożsamość niepotwierdzona]O której jest rozdanie matur? Jest impreza po?

nadesłała Ja dnia 01-06-2004, 21:04
[tożsamość niepotwierdzona]"A co najbardziej smuci dyrektor Starczewską? - To, że szkoła się tak rozrosła, ma
700 uczniów. Zamienia się w instytucję. Nie znam już wszystkich uczniów po imieniu."
No, właśnie. To samo powiedziała pani Dyrektor na Walnym. Na poprzednim, bo juz na ostatnim okazało się, że szkoła musi się rozrastać i nikomu nie przeszkadza, że uczniów jest coraz więcej i tworzy się moloch. Były nawet głosy nauczycieli (czemu bardzo się dziwię), że im się to podoba. I że chcą uczyć coraz więcej młodych osób i poziom na tym nie ucierpi. Hmmm, tylko już teraz nie dają rady uczyć jednocześnie na Bd i Raszyńskiej. Więc gdzie logika?

PS: Na szczęście nie wszyscy nauczyciele mają takie pomysły.
nadesłał qwerty dnia 01-06-2004, 22:54
[tożsamość niepotwierdzona]Na Walnym właśnie chodziło o to, aby nie był jeden wielki moloch z jednym wszechwładnym dyrektorem, tylko 3 mniejsze samodzielne, ale z tego samego pnia, tzn. TP I SLO. A jak ktoś nie daje rady uczyć w dwóch miejscach to niech wybierze szkołę, w której chce uczyć, tylko czy wtedy nie okaże się, że jednak brakuje mu godzin i będzie biegał do innych szkół?
nadesłał koko dnia 01-06-2004, 23:04
[tożsamość niepotwierdzona]Bardzo celne stwierdzenie qwerty. Przecież ten rozrost szkoły nastąpił przy dużym udziale pani Starczewskiej. Która notabene chciała przecież ostatnio jeszcze jedną szkołę tworzyć (żydowską). Więc gdzie logika? Dlaczego teraz pani Dyrektor narzeka? Nie można jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko.
A nauczyciel był tylko jeden który tak powiedział - Marta Ługowska. Powiedziała ona też o "wspaniałości" 6-letniej szkoły. Jakby zapominając o tym że świadomość niemal automatycznego przejścia z Raszu na Bednarską straszliwie wręcz rozleniwia przyszłych licealistów i dodatkowo stwarza możliwości szantażu i manipulacji. Tak jak to było przy okazji "afery moczowej" gdzie gimnazjaliści byli straszeni że Bednarska może ich nie zechcieć jeśli nie poddadza sie badaniu.
nadesłał Dominik M. dnia 01-06-2004, 23:05
[tożsamość niepotwierdzona]koko - ale po pierwsze powstaje zespół który moim zdaniem ograniczy tę niezależność szkół, a po drugie pani Starczewska będzie nadal chciała BYĆ w każdej szkole i jakoś tam ją ogarniać. A tego się nie da zrobić przy 700 (albo i więcej) uczniach.
nadesłał Dominik M. dnia 01-06-2004, 23:08
[tożsamość niepotwierdzona]No nie wydaje mi się żeby Raszyniacy mieli świadomość "automatycznego przejścia z Raszu na Bednarską". Szczeże mówiąc znajome Trzynastki boją się jak nie wiem.

nadesłał Ludwik dnia 01-06-2004, 23:10
[tożsamość niepotwierdzona]A tak bardziej ogólnie to tak naprawdę przyszłośc Szkoły niezależy od jakichś szczegółów technicznych, ale od naszego entuzjazmu, nastawienia i zaufania.
Dlatego uważam, że nawet jeśli pani Krysia Starczewska popełniła błędy to Wasze ataki na jej osobę mogę zaszkodzić dużo, dużo bardziej. Bo nie ma nic gorszego niż ataki personalne.
Poza tym mam poczucie, że to nie Krysia Starczewska się tu zmieniła, że one chce cały czas tak samo bezkompromisowo dążyć do tego samego celu. I nie mówcie, że teraz są inne czasy, więc trzeba... cośtam. Czasy zawsze są trudne, a ta Szkoła powstawała w trudniejszych.
nadesłał Ludwik dnia 01-06-2004, 23:17
[tożsamość niepotwierdzona]Ludwik ma rację, w przypadku Trzynastek aoutomatyczne przejście to fikcja, wszak na Bednarską pójdzie cztery z siedmiu klas (reszta albo na IB, albo w ogóle się ze szkołą pożegna). Mam wrażenie, że w naszym roczniku panuje związany z tym lekki popłoch, co w moim na przykład przypadku wpłynęło pozytywnie, bo dwóch latach wreszcie zacząłem coś robić :) Prawdą natomiast jest też i to, że z powodu rozmiaru naszego rocznika jest on specyficzny i według mnie ten system nie przetrwa w ogóle lub w bardzo okrojonej wersji do przyszłego roku. Albo przetrwa, tyle że z czterech klas odpadnie na przykład pół .
nadesłał kometa dnia 01-06-2004, 23:26
[tożsamość niepotwierdzona]Co do tych Raszyniaków, to wyjątkowo zgodziłabym się z Ludwikiem. Zresztą widać to chyba na każdym posiedzeniu Sejmu, gdzie jakakolwiek kwestia by nie była poruszana, ja tylko czekam na pytanie:
"przepraszam, a jak to się ma do klas trzecich gimnazjum? czy to będzie miało wpływ na dostawanie się na Bednarską? Czy jeżeli..."
... i nie było jeszcze takiego posiedzenia, na którym bym się tego pytania nie doczekała ;)

...a poza tym uważam, że nikt nie był szantażowany przy "aferze moczowej".
Chyba na stałe będę tę koncówkę dodawać do wszystkich moich wypowiedzi. :)
(Chociaż po tych wszystkich przejściach już nie mogę patrzeć na nic, co wiąże się z tą sprawą...)
Aha. I to nie jest bynajmniej zachęta do dyskusji.
nadesłała Natalia dnia 01-06-2004, 23:35
[tożsamość niepotwierdzona]Tak, tym nauczycielem była Marta Ługowska. Nie chciałem tego pisać, bo byłem przykro zaskoczony, kiedy to usłyszałem na Zebraniu. No i dobiła mnie ta "wspaniałość" 6-letniej nauki. To bez sensu, bo daje prawie pewność gimnazjalistom (i ich rodzicom), że będą mogli chodzić do "elitarnej", modnej i płatnej (to podobno też ma znaczenie, ile się wyda na edukację swojego dziecka) szkoły, tym samym bezkarność i inne przykre skutki, o których pisał Dominik. A tym samym maleje szansa, by przyjąć do liceum osoby, które chodziły do innego gimnazjum. Z różnych powodów, np. WOLAŁY NIE BYĆ na Raszyńskiej albo NIE BYŁO ICH (tzn. ich rodziców) na to STAĆ. (Gdybym ja miał chodzić do płatnej szkoły przez 6 lat, a nie 4, to na pewno moich rodziców też nie byłoby na to stać.)
Przy okazji egzaminy wstępne do liceum pozwoliłyby "oczyścić" szeregi i domieszać nowej, zdrowej "krwi" (nie wiem, jak to inaczej napisać, ale wiecie, o co chodzi).

Wydaje mi się, że trudny wiek gimnazjalisty nie jest odpowiednim na wstąpienie do "takiej" szkoły. To wiek, w którym dzieci powinny się kształtować jeszcze pod nadzorem. Wiem, bo widzę to po moich braciach. I wiem, że mnie w tym wieku dobrze zrobiła państwowa podstawówka - nie byłbym jeszcze gotów na idee Bednarskiej.
Dlatego od początku obawiałem się o przyszłość naszego gimnazjum i, niestety, moje obawy się spełniły.
Teraz tylko pozostaje pytanie, jak to naprawić. Może pomysł rozdzielenia szkół okaże się ostatecznie dobry. Tylko, że samo rozdzielenie to jeszcze za mało - potrzeba konkretnych działań, które poprawią obecny stan rzeczy.
nadesłał żółty banan dnia 01-06-2004, 23:52
[tożsamość niepotwierdzona]żółty banan: "Dlatego od początku obawiałem się o przyszłość naszego gimnazjum i, niestety, moje obawy się spełniły.
Na jakiej podstawie uważasz, że się spełniły? Bo ja na przykład od początku obawiałem się o przyszłość naszego gimnazjum, uważam, że moje obawy się nie spełniły.
nadesłał Ludiwk dnia 01-06-2004, 23:57
[tożsamość niepotwierdzona]Ludwiku, nikt nie napada na panią Starczewską. Ja bardzo ją lubię i szanuję. Od początku mojej obecności na Bednarskiej była dla mnie wzorem. Nadal nim jest, choć już nie we wszystkim.
Nic nie każe przypuszczać, iż zmieniła swój cel, ale to nie oznacza, że sama się nie zmieniła.
A czasy i warunki - owszem, są trudne. ALE INNE! Nie widzisz różnic? Nie pamiętasz, jak ktoś poruszył tę kwestię na Zebraniu? Szkoła się zmienia, nauczyciele i uczniowie (i rodzice!) się zmieniają, cały kraj się zmienia. I dlatego trzeba się dostosowywać. Myślisz, że dlaczego konieczna była zmiana statutu? Skoro czasy i teraz i wtedy były trudne, to można byłoby nic nie zmieniać...
nadesłał żółty banan dnia 02-06-2004, 00:01
[tożsamość niepotwierdzona]To co mówicie to dla mnie nowość. Znaczy o tym braku automatyzmu. Do tej pory zawsze tak było. Z tego co pamiętam to primo: pani Starczewska wręcz w ten sposób zachęcała rodziców do posyłania dzieci na Raszyńską; secundo: na ostatnim Walnym też słyszałem wersję o tym ze wszyscy przechodzą automatycznie i szkoła będzie w praktyce 6-letnia. Jeśli tak nie będzie to bardzo się cieszę bo taki zawsze był mój postulat. Z wypowiedzi komety wynika że jednak miałem rację - trochę konkurencji i od razu to pozytywnie wpływa na naukę, obowiązkowość i systematyczność :-D
Ludwik - ataki personalne? gdzie? No cóż jak się bierze na siebie dużą odpowiedzialność to trzeba potem się liczyć z konsekwencjami. Zawsze najważniejsze decyzje podejmuje pani Starczewska albo są one podejmowane przez kogoś innego na życzenie pani Starczewskiej (o zwiększaniu klas, o powstaniu Raszyńskiej, o zwiększeniu liczby miejsc bezpłatnych). Trudno zeby ją potem wybielać i mówić: "ojej, szkoła się zwięksyzła. Kto za to odpowiada? Co my teraz zrobimy?"
"przyszłośc Szkoły niezależy od jakichś szczegółów technicznych, ale od naszego entuzjazmu, nastawienia i zaufania." taaa... Już mi się właściwie nie chce kontynuować dyskusji na ten temat ale powtórzę - bez spraw technicznych (i np. regulacji prawnych) w dzisiejszym świecie nie da się zrobić niestety NIC. Spójrzcei choćby na historię szkoły - gdyby nie okrągły stół i zezwolenie na powstawanie społecnzych szkół to szkoła pewnie by nie powstała. Niezaleznie od niewątpliwego entuzjazmu założycieli. Podstawy prawne i finansowe to baza, dopiero na niej można budować coś więcej.
Nie bedę dyskutować o "aferze moczowej":-) Już chyba na zawsze pozostaniemy przy swoich zdaniach. Ja uważam ze byli szantażowani. Jeśli tego typu wypowiedzi nie nazywać szantażem to jak? Sympatycznym żarcikiem?
Podkreślam że dwa ostatnie pytania są retoryczne i co za tym idzie - NIE OCZEKUJĘ NA NIE ODPOWIEDZI ;-))
nadesłał Dominik M. dnia 02-06-2004, 00:01
[tożsamość niepotwierdzona]Króciutko:
Brawo banan!!! Nasze myślenie idzie tym samym torem.
To wszystko.
nadesłał Dominik M. dnia 02-06-2004, 00:04
[tożsamość niepotwierdzona]Banan, ale tu się nie mówi "Lubię i szanuję Krysię Starczewską, ale w tym i tym punkcie widzę pewne zagrożenia" tylko "zamach stanu!".
nadesłał Ludwik dnia 02-06-2004, 00:08
[tożsamość niepotwierdzona]:)Do Dominika: dzięki, ale moja pewność siebie wcale nie wzrosła:)
Ale to miłe, że nie tylko ja tak myślę - chociaż wolałbym, żeby to wszystko było tylko koszmarem...


Do Ludwika: "tu się mówi "zamach stanu"" - ale to nie ja mówię! Ja wypowiadam to pierwsze. Nadal.
nadesłał banan dnia 02-06-2004, 00:20
[tożsamość niepotwierdzona]Lubię i szanuje panią Starczewską, w tym i w tym punkcie widzę pewne zagrożenia, a poza tym uważam że przeprowadziła bardzo sprawny zamach stanu. To wszystko się nie kłóci. Piłsudski też zrobił bardzo sprawny zamach stanu ale mimo wszystko go lubię i szanuję:-)

Banan - nie poddawaj się!!! Walcz o swoją pewność siebie ;-)) Naprawdę chciałbym wiedzieć kim jesteś:)
nadesłał Dominik M. dnia 02-06-2004, 00:27
[tożsamość niepotwierdzona]Zostawmy to na razie. Ja sam(a) nie wiem, kim jestem...
nadesłał banan dnia 02-06-2004, 00:35
[tożsamość niepotwierdzona]Taaa... Hmmm... To pobawmy się w szarady:))
1) Mężczyzna (a moze kobieta jednak?)
2) Absolwent (?)
3) Rocznik bananów (?)
4) Bracia w gimnazjum (na Raszyńskiej?)
nadesłał Dominik M. dnia 02-06-2004, 00:41
[tożsamość niepotwierdzona]Dominik - ale może na maila? Szczególnie, że po każdej wypowiedzi banana muszę licznik poprawiać ;)
nadesłał Ludwik dnia 02-06-2004, 00:44
[tożsamość niepotwierdzona]tak, zdecydowanie nie publicznie!

ad 2) i 3) a jak myślisz? :)
nadesłał banan dnia 02-06-2004, 00:49
[tożsamość niepotwierdzona]Okej. Już nie będę:) Ustalimy to na maila.
nadesłał Dominik M. dnia 02-06-2004, 00:53
[tożsamość niepotwierdzona]moze napiszecie cos o chlopcu z 1 gimnazjum ? †
nadesłał dnia 02-06-2004, 18:26
[tożsamość niepotwierdzona]banan-kobieta, absolwent, rocznik bananow...blondynka...
;-)...zaczynaja sie zgadywanki, kto kim jest...przeciez to w sumie nie wazne. to co w tym wszystkim jest fajne, to wymiana mysli, czy tez zdan...no chyba, ze robimy randke w ciemno?;-)
nadesłał malik dnia 02-06-2004, 21:47
[tożsamość niepotwierdzona]to chyba się znamy...

Banan (z rocznika bananów)
nadesłał żółty banan dnia 02-06-2004, 23:21
[tożsamość niepotwierdzona]Wymiana myśli jest ważna ale fajnie jest też wiedzieć kto te myśli wyraża. Zwłaszcza jeśli się z kimś zgadzamy:)) Np. też chciałbym wiedzieć kim jesteś maliku. Rozumiem że uczniowie boją się podpisywać własnym nazwiskiem. Ale absolwenci?

Hmmm... Oj banan ja się chyba powoli domyślam kim ty jesteś... Czy może siedziałaś pod oknem na Walnym? Tak w okolicach Kuby Pruszkowskiego?
nadesłał Dominik M. dnia 03-06-2004, 12:08
[tożsamość niepotwierdzona]Jak to się boją? Bez przesady

Jasiek uczeń Wasilewski
nadesłał Jasiek dnia 03-06-2004, 12:47
[tożsamość niepotwierdzona]> banan, chyba sie nie znamy, ale bladynki wyczowam z daleka ;-). (tylko nie chodzi zupelnie mi o skojezenie jak w kawalach o bladynkach)
> dominik -> moze jak sie kiedys spodkamy to ci powiem, ale nie licz na sliczna bladynke ;-).

nadesłał malik dnia 03-06-2004, 14:36
[tożsamość niepotwierdzona]do Dominika: Siedziałem zupełnie gdzie indziej.

Myślisz, że uczniowie boją się nauczycieli albo dyrekcji i dlatego boją się podpisywać?

nadesłał żółty banan dnia 03-06-2004, 17:56
[tożsamość niepotwierdzona]Do Ludwika: może Twoje obawy co do gimnazjum się nie spełniły, bo byłeś w dobrej klasie? Ale chyba zauważasz, jakich masz obecnie kolegów?(nie mówiąc o wielu osobach z pierwszych klas)

Mówiąc o przyszłości gimnazjum nie miałem na myśli tego, czy się utrzyma, tylko jakie będzie - jacy będą uczniowie, nauczyciele, organizacja, czy uda się zaszczepić coś z Bednarskiej. A jak jest to w dużym stopniu wiadomo.
nadesłał żółty banan dnia 03-06-2004, 18:16
[tożsamość niepotwierdzona]i nie jestem blondynką!!!!
nadesłał żółty banan dnia 03-06-2004, 18:21
[tożsamość niepotwierdzona]Kurczę. A już myślałem że cię przejrzałem bananie...:) W dodatku nie jesteś blondynką? No to moja teoria legła w gruzach całkowicie...

Myślę że uczniowie mogą się bać nauczycieli i ewentualnie dyrekcji jak najbardziej. Zwłaszcza jeśli np. ich poglądy są dosyć radykalne. W każdym razie to wymaga dość dużej odwagi (stąd takie ogólne brawa dla Jeśka chociaż go nie znam osobiście) żeby publicznie pisać np. niepochlebnie o talentach menedżerskich pani dyrektor w szkole w której człowiek się uczy. Nic broń boże tu nie sugeruję ;))

Aha - malik, nie liczę na śliczną blondynkę:)) Nick i treść twoich postów wskazują raczej na płeć męską:)) Tylko mi powiedz czy jesteś absolwentem.
nadesłał Dominik M. dnia 04-06-2004, 00:20
[tożsamość niepotwierdzona]jestem z trzynastek - nie przechodzimy automatycznie na bednarska, i zawsze o tym wiedzielismy. byla tylko mowa o tym, ze pierszenstwo maja uczniowie tego gimnazjum, co chyba jest zrozumiale...
ja sie stresuje, zreszta tak jak wiekszosc...
nadesłała ola dnia 04-06-2004, 00:22
[tożsamość niepotwierdzona]Jak już pisałem - to coś nowego dla mnie. Do tej pory było tak że wszyscy praktycznie przechodzili z Raszu na Bednar.
Co do pierwszeństwa - nie wiem wcale czy to takie oczywiste. No bo jak mamy superzdolnego ucznia po gimnazjum państwowym który chce się dostać na Bednarską i przeciętniaka z Raszyńskiej to co? To preferujemy średniaka? W imię czego? Dobrego samopoczucia? Sympatycznej atmosfery? A co z poziomem nauki?
Stres to rzecz normalnaw obliczu egzaminów:) Teraz to jeszcze pikuś macie w gimnazjum. Prawdziwe egzaminy to się zaczynają na studiach. A matura to betka.
nadesłał Dominik M. dnia 04-06-2004, 02:30
[tożsamość niepotwierdzona]W imię tego, że szkoła dba o swoich uczniów, Dominiku. Po to została powołana.
Zwiększanie poziomu poprzez przyjmowanie geniuszy zwiększa poziom w sposób całkowicie sztuczny i nie przynosi nic poza dobrym samopoczuciem niektórych osób. Szkoła jest dla jej uczniów, ci uczniowie nie zyskają na wymienieniu ich na geniuszy, a więc nie można mówić że jest to zbieżne z celami szkoły.
nadesłał Ludwik dnia 04-06-2004, 08:18
[tożsamość niepotwierdzona]Oj Ludwiku Ludwiku... Szkoła Raszyńska dba o SWOICH uczniów ale czy to znaczy że szkoła Bednarska ma dbać o TYCH SAMYCH uczniów? Dlaczego? Dlaczego nie może być normalnego naboru na Bednarską? Przecież ja nie mówię o przyjmowaniu kujonów i cyborgów. Tylko że jak ktoś na Raszyńskiej nie wykazał specjalnej chęci nauki to chyba jasnym jest że zamiast przyjmować go na Bednarską można przyjąć osobę która jest na wyższym poziomie a jest tak samo fajna. NA PEWNO podniesie to ogólny poziom w szkole. A chyba zależy nam na podnoszeniu go a nie równaniu w dół?
"Szkoła jest dla jej uczniów, ci uczniowie nie zyskają na wymienieniu ich na geniuszy, a więc nie można mówić że jest to zbieżne z celami szkoły." Kwestionujesz przydatność wszelkich egzaminów wstępnych w ten sposób. No bo po co robić selekcję wogóle? Przyjmijmy przypadkowe osoby i spróbujmy podnieść ich poziom intelektualny! A co. Przecież ja nie mówię o wymianie wszystkich uczniów z Raszu na "geniuszy". Oni są zdolni, większość się dostanie. Ale nic by się nie stało jakby była wolna konkurencja w egzaminach na Bednarską. Raszyńska i inni chętni startują z równego poziomu - bez preferencji. A może oni się po prostu boją że polegną w konkurencji z innymi uczniami? No cóż - jeśli większość się nie dostanie to znaczy że: a) system dydaktyczno-wychowawczy na Raszyńskiej jest wadliwy b) system przyjmowania ludzi na Raszyńską jest wadliwy c) ci ludzie i tak by nic specjalnego się nie nauczyli na Bednarskiej.
Polemizuj bo jak na razie to wychodzi z ciebie za przeproszeniem taka socjalistyczna niechęć do weryfikacji własnych umiejętności w konfrontacji z innymi.
nadesłał Dominik M. dnia 04-06-2004, 17:37
[tożsamość niepotwierdzona]Aha - jeszcze wyjaśnię że "jeśli przyjmiemy geniuszy to poziom się sztucznie podwyższy" to pewnie jest prawda tylko co w tym złego że będzie wyższy poziom? A wśród innych zdających powstanie przekonanie że tylko najlepsi dostają się na Bednarską/Raszyńską i ponieważ będą się chcieli dostać do naszej wspaniałej szkoły to zaczną podnosić kwalifikacje. Tak właśnie działa konkurencja. Powoduje ogólne podnoszenie kwalifikacji - "jeśli jemu się udało, to jak ja popracuję to mi się też uda". Możesz sobie gadać ile chcesz ale tak oczywistego prawa nie zmienisz bo było ono już wielokrotnie sprawdzane w wielu konfiguracjach i społeczeństwach.
nadesłał Dominik M. dnia 04-06-2004, 17:42
[tożsamość niepotwierdzona]Nic złego, że będzie wyższy poziom, ale również nic dobrego, że będzie sztucznie wyższy poziom.
Strach przed weryfikacją z innymi? Nikt nie obiecuje, że absolwenci Raszyńskiej będą osobami najlepiej piszącymi egzaminy w Warszawie. Absolwenci takiego batorego pewnie zrobią to lepiej. Mojemu koledze, który po niespodziewaym rozwodzie rodziców trochę się załamał po trzech miesiącach kazali szukać nowej szkoły. No ale nie dopuścili do tego, żeby poziom się obniżył. Fajnie, nie?
nadesłał Ludwik dnia 04-06-2004, 21:21
[tożsamość niepotwierdzona]Dominiku, jak poprzednio się nie zgadzałeś to ci jakoś tak sympatyczniej wychodziło...

Wydaje mi się, że nie możesz mówić, że "takie jest oczywiste prawo", bo to ludzie tak działają, a nie jakieś wrodzone (czy jakie?) prawa im tak każą.


Jak to fajnie jak wy się tak polemizujecie:-)
nadesłał Jasiek dnia 04-06-2004, 21:32
[tożsamość niepotwierdzona]Ja jednak myślę, że "fajność" idzie w parze z pewnym poziomem intelektualnym. Ktoś mi kiedyś powiedział, że ludzie prości (niewykształceni) są "fajni" i można się od nich dużo nauczyć. Może, ale nie chciałbym z nimi chodzić do szkoły.
Oczywiście nie każdy kujon jest fajny, ale myślę, że tacy nie zdawali kiedyś na Bednarską - nie pasowała im ta szkoła.
W ogóle podobał mi się dawny sposób przyjmowania uczniów na Bednarską. Egzamin z wiedzy ogólnej, w 2 etapie z polskiego i matematyki i tyle samo punktów za rozmowę kwalifikacyjną. Myślę, że to był dobry pomysł i szkoda, że już tak nie jest.
(A były to czasy 11 osób na miejsce. Choć oczywiście przyjmowano także osoby po znajomościach.)
nadesłał żółty banan dnia 04-06-2004, 22:34
[tożsamość niepotwierdzona]Ludwiku, czy uważasz, że był to zły system? Sprawdzał się przez wiele lat. Nie było samych kujonów, ale jednak poziom był wyższy.
nadesłał żółty banan dnia 04-06-2004, 22:38
[tożsamość niepotwierdzona]Nigdy nie krytykowałem takiego systemu, wydaje mi się ok. Nie wiem jaki jest teraz i dlaczego został zmieniony.
nadesłał Ludwik dnia 04-06-2004, 22:49
[tożsamość niepotwierdzona]No, więc właśnie tamten system zakładał utrzymanie pewnego poziomu. Przed którym tak się bronisz.
Jak myślisz, dlaczego teraz już hasło "Bednarska" nie wywołuje podziwu? Dlaczego coraz mniej osób chce tu chodzić? Ja sam już bym nie polecał tej szkoły - dostanie się do "dobrej" klasy i uczenie z dobrymi nauczycielami to obecnie kwestia przypadku (choć oczywiście prawdopodobieństwo na Bd i na Raszu jest inne).

nadesłał żółty banan dnia 04-06-2004, 23:16
[tożsamość niepotwierdzona]Jasiek - sympatyczniej? a teraz jest mniej sympatycznie? no postaram się wrócić do tamtego stylu chociaż wydaje mi się że bardzo sie nie zmienił... A z tą konkurencją to ludzie rzeczywiście tak działają i pewnie nie jest to bezwzględne prawo. Ale jednak w ogromnej większości przypadków z tą konkurencją to jest tak jak napisałem i mogę twierdzić że to oczywiste:))

Ludwik - "Strach przed weryfikacją z innymi? Nikt nie obiecuje, że absolwenci Raszyńskiej będą osobami najlepiej piszącymi egzaminy w Warszawie."
Ale ja nie mówię o pisaniu egzaminów "jakichś tam" tylko takich specyficznych jakie są/były na Bednarską. Tzn. sprawdzających nie tyle suchą wiedzę ile umiejętność myślenia i kojarzenia faktów. I wydaje mi się że absolwenci Batorego (który z tego co wiem jest liceum) wcale niekoniecznie w takim teście na Bednarską musieliby być lepsi od Raszyniaków. Ale dlaczego tego po prostu nie sprawdzić? Dlaczego ty sie tak przed tym bronisz? To tak jak z "nową" maturą. Bardzo dużo osób się przed nią broni bo ona (mimo pewnie wielu niedoróbek) wprowadzi obiektywne standardy oceniania. I może się okazać że jak się obiektywnie "zewnętrznie" ocenia to te wyniki matur wcale nie są takie wspaniałe.
A przykład z kolegą jest chybiony w tym wypadku bo rozmawiamy teraz o zdawaniu egzaminów wstępnych. Jasne że fajne jest w naszej szkole to że wprowadza takie "ludzkie" stosunki w szkole. Że jak ktoś ma problemy to mu pomagają et cetera... Ale na takie traktowanie trzeba sobie też zasłużyć! Po pierwsze - zdając na Bednarską. Po drugie - trzymając pewien poziom na tej Bednarskiej (w to wlicza się też pewna chociaż minimalna obowiązkowość).
nadesłał Dominik M. dnia 05-06-2004, 03:27
[tożsamość niepotwierdzona]Na razie nowa matura jest gorsza od starej i wcale nie bardziej obiektywna. A w dodatku teraz będzie od niej zależało przyjęcie na studia (przynajmniej na większości uczelni). Myślę, że to bardzo niesprawiedliwy system i nadal powinny obowiązywać egzaminy na każdą uczelnię - takie, jakie dana uczelnia będzie chciała.
Ale ja na szczęście mam już maturę za sobą:)

A na Bednarskiej przykre jest to, że są osoby, które nie znoszą naszej szkoły i chodzą tu wyłącznie dlatego, że rodzice im kazali lub dlatego, że nie muszą nic robić.


PS: oczywiście, że trzeba sobie zasłużyć! Nie wiem, dlaczego ja musiałem pokonać 10 osób, żeby się dostać na Bednarską, a teraz wystarczy np. chodzić na Raszyńską (nie mówię nawet o uczeniu się!) lub przyjść i poprosić panią Dyrektor, która ma bardzo miękkie serce???
nadesłał żółty banan dnia 05-06-2004, 11:29
[tożsamość niepotwierdzona]Dlatego że szkoła jest (w teorii.....) sześcioletnia a nie 2 x trzyletnia?
nadesłał Jasiek dnia 05-06-2004, 11:45
[tożsamość niepotwierdzona]Bananie, miałeś pecha urodzić się w wyżu demograficznym, przed reformą oświaty, nie miałeś gimnazjum, więc do niego nie miałeś egzaminu, na dodatek chyba mniejsza była oferta różnych szkół społecznych, prywatnych i publicznych.
Egzaminy wspominane przez absolwentów jako pewnego rodzaju selekcję do elity szkół warszawskich, odbywają się teraz przed przyjęciem do gimnazjum. Jest to wynikiem oczywistych zmian w systemie oświaty. Kandydatów na Raszyńską było 280 na 60 miejsc, przy czym chyba tylko ok. 80 nie przeszło przez pierwszy etap testy z polskiego i matematyki. To raczej duże sito, jak na zmniejszającą się liczebność młodszych roczników. Czy naprawdę do dobrego samopoczucia jednego wybrańca potrzeba porażki pozostałych 90% nieprzyjętych? Nie wystarczy trzech, którzy będą wspominać po latach, że „Bednarska” ich nie chciała.
Oczywiście, ci pokonani dla zwycięzców to anonimowe jednostki, nie warto ich żałować. Po zwycięstwie, już w gimnazjum, czy liceum można usłyszeć, że nie będziemy walczyć o stopnie, nie będziemy startować w olimpiadach, konkursach, nie chcemy sprawiać przykrości kolegom, których na to nie stać, uczymy się dla siebie, uczymy się tego, co nas interesuje, nie chcemy wyścigu szczurów, itp.
Kiedy było mało szkół społecznych, chętnych na jedno miejsce mogło być więcej. Teraz tych szkół jest całkiem sporo i niektórzy wolą wybrać łatwiejsze życie, nie dając kolegom satysfakcji zwycięstwa w egzaminach wstępnych. Tak zdarzyło się w tegorocznej cyberrekrutacji do publicznych liceów warszawskich: „Okazuje się, że szkoły z pierwszej piętnastki rankingu miesięcznika "Perspektywy" nie są zbyt oblegane, np. w Staszicu na jedno miejsce przypada 2,5 kandydata, w Poniatowskim - 2,4.” ( http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,39250,2100462.html ) Czy te wyniki świadczą o upadku tych szkół, czy o bardziej realnej samoocenie kandydatów? Nie ma tam egzaminów, czasem test predyspozycji, a jednak nie ma tłumu gotowego do odstrzału.
W Bibliotece Narodowej jest biuro rekrutacji liceum ogólnokształcącego, gdzie są kierunki:
- dyplomacja rozszerzona o przedmioty z zakresu służby zagranicznej
- rynki kapitałowe rozszerzona o przedmioty z zakresu bankowości, giełdy i rynków walutowych.
Obiecują, że nauka w tej szkole „będzie wyjątkową przygodą oraz wielką szansą na dobry start w dorosłe życie”. Witkacy należy do Towarzystwa Szkół Twórczych, gdzie jednym z celów jest kreowanie olimpijczyków. Może pozbieramy te wszystkie idee, zrobimy miszmasz i będzie nowa, wspaniała, atrakcyjna odnowiona Bednarska dla elity, po prostu fastfood ku przyszłości.

nadesłał koko dnia 05-06-2004, 13:55
[tożsamość niepotwierdzona]Do koko: Trudno się połapać, o co Ci naprawdę chodzi. Taki misz-masz i nie wiadomo komu i jakie stawiasz zarzuty. Czy mnie, czy dyrekcji, czy nauczycielom...?

Spróbuję to jakoś ogarnąć.
Po pierwsze myślę, że miałem szczęście, że urodziłem się wtedy a nie później i że nie dosięgła mnie reforma edukacji.

2) "chyba mniejsza była oferta różnych szkół społecznych, prywatnych i publicznych." - tzn. wszystkich szkół.
Sugerujesz, że było więcej kandydatów do szkół niż miejsc w nich w porównaniu do dziś?

3) "Egzaminy odbywają się teraz przed przyjęciem do gimnazjum. Jest to wynikiem oczywistych zmian w systemie oświaty."
Ale dlaczego egzaminy nie odbywają się także przed liceum? W którymś z poprzednich komentarzy pisałem, dlaczego uważam je za konieczne.

4) "Czy naprawdę do dobrego samopoczucia jednego wybrańca potrzeba porażki pozostałych 90% nieprzyjętych?"
Kto tu mówi o dobrym samopoczuciu??? Tu chodzi o poczucie bycia wyróżnionym - chodzi o to, żeby uczniowie czuli się zobowiązani do reprezentowania wysokiego poziomu naukowego i kulturalnego przez całe liceum. A nie żeby traktowali Bednarską jak dowolną inną szkołę. Chodzi o to, żeby im zależało. Żeby mogli być dumni, że chodzą na Bednarską. (tak czują się moim zdaniem uczniowie Poniatowskiego czy Batorego).

5) "Po zwycięstwie, już w gimnazjum, czy liceum można usłyszeć, że nie będziemy walczyć o stopnie, nie będziemy startować w olimpiadach, konkursach, nie chcemy sprawiać przykrości kolegom, których na to nie stać" (???) "uczymy się dla siebie, uczymy się tego, co nas interesuje, nie chcemy wyścigu szczurów, itp."
Co mają konkursy i olimpiady do wyścigu szczurów?
Co ma do tego zdrowa rywalizacja? Naprawdę nie wiem, o co Ci chodziło w tym akapicie.

6) Hmmm, a jednak zdanie "chodzę do Poniatowskiego" wywołuje obecnie większy podziw niż "chodzę na Bednarską". Tu przecież nie chodzi o ilość kandydatów na miejsce, tylko o ich jakość!!!
Do Poniatowskiego może obecnie nie ma takiego tłoku, bo kandydaci realniej oceniają swoje szanse (na dostanie się i na przetrwanie). A do naszej szkoły jednak z innych powodów.

7) "Może pozbieramy te wszystkie idee, zrobimy miszmasz i będzie nowa, wspaniała, atrakcyjna odnowiona Bednarska dla elity, po prostu fastfood ku przyszłości."
No, tu już zupełnie się pogubiłem. Nie wiem, co i komu proponujesz. Ja jestem za powrotem do tradycji - np. w kwestii przyjmowania do gimnazjum/liceum.
A Bednarska zawsze była dla elity. Tylko zależy, kto pod tym pojęciem co rozumie.

PS: czy mogłabyś/mógłbyś napisać chociaż, z którego stanu jesteś?
nadesłał żółty banan dnia 05-06-2004, 23:30
[tożsamość niepotwierdzona]Bardzo dziękuję za takie uporządkowanie. Aż przyjemnie napisać odpowiedź. Dlaczego jednak chcesz widzieć jakieś stawiane komuś zarzuty? Raczej dzielę się własną refleksją nad pewnymi problemami, o których można poczytać na BS. Po prostu głos w dyskusji, a nie przywalanka.

ad 2. Oczywiście, że tak. Wielu nie dostało się do żadnego ogólniaka, tylko do technikum czy zawodówki. A teraz zawodówki dogorywają, i bardzo dobrze, technika też, a więc każdy ma możliwość wyboru ogólniaka. Takie są założenia reformy i konieczność życiowa. Chyba wiesz, że mijają czasy, gdy zdobywało się wiedzę i zawód na całe życie, że trzeba będzie dostosowywać się do rynku pracy, a więc śmiesznym byłoby uczyć ludzi jak działa np. telefon komórkowy, który gdy dojdą do dojrzałego życia prawie na pewno będzie inny niż teraz.

ad. 3 Czy nie zauważasz, że teraz nie ma egzaminów do liceum, ewent. testy predyspozycji do klas autorskich? A szkoły społeczne i prywatne, jeśli mają gimnazja, to też są preferencje dla własnych absolwentów. Niektórzy nauczyciele z Bednarskiej potwierdzają, że jednak absolwenci naszego gimnazjum mają umiejętności potrzebne do zdobywania wiedzy, a to dzisiaj jest wielce pożyteczne, bardziej niż encyklopedyczna wiedza.

ad 4 Takie poczucie wyróżnienia niestety dość szybko wyparowuje, przecież jeśli masz wokół samych wyróżnionych to staje się to zwyczajnością. A jeśli na dodatek nie masz tak wspaniałych wyników jak w podstawówce, czy na egzaminie, ledwo dajesz radę, aby utrzymać się przy przyzwoitej średniej 4. Wtedy bardzo trudno być dumnym z samego chodzenia na Bednarską/Raszyńską, o ile nie ceni się właśnie tych dodatkowych korzyści z przedmiotów, których nie znajdziesz w innych szkołach, z idei, które czasem tak uwierają.

ad 5. Chyba nie masz kontaktu z młodszymi kolegami. Nie odpadają w olimpiadach i konkursach, tylko po prostu w nich nie startują. Poza dość powszechnym Kangurem do rywalizacji startują nieliczni. A wyścigu szczurów nie wymyśliłam, naprawdę można to usłyszeć, choć na szczęście nie wszyscy tak myślą. Niektórzy jasno mówią, że rywalizacja nie jest ich sposobem na życie, że można bez tego rozwijać swoje zainteresowania. Poza tym jest już grupa uczniów, którzy nie musieli chodzić do szkół dawniej zwanych państwowymi, teraz publicznymi i nigdy nie musieli o nic rywalizować. Nie ma też konieczności startowania na oblegane kierunki studiów na uczelniach państwowych, gdzie liczyły się dyplomy olimpiad. Niektóre kierunki na prywatnych uczelniach są nawet lepiej prowadzone niż na UW. A tam nie pytają o olimpiadę, czasem potrzebna jest wiedza, na pewno kasa. Myślę, że to też wpływa na zmniejszenie liczby olimpijczyków. A doświadczenia z tegorocznej olimpiady filozoficznej nie są zachęcające, jak o tym pisano na BS. Może więc żeglujemy w kierunku CAS znanego w IB, a ściągniętego ze szkół amerykańskich gdzie poza wynikami w nauce, liczy się zaangażowanie społeczne.

ad 6. Mogę współczuć tym, który brak takiego podziwu jest przykrym doświadczeniem, ale czasem dobrze spróbować jak z tym żyć, jak radzić sobie z tym brakiem. A podziw różnymi ścieżkami biega i nie wiadomo, gdzie się ulokuje za rok, dwa.

„A do naszej szkoły jednak z innych powodów.” Tutaj nie chwytam, o co tu biega z tymi powodami?

ad 7. „Ja jestem za powrotem do tradycji - np. w kwestii przyjmowania do gimnazjum/liceum.”
To trzeba oddzielić. Do gimnazjum są egzaminy w starym stylu. Jeśli przypadkiem ktoś miał fart i trafił na rok, w którym ze względu na brak przyjęć do liceum (reforma oświaty: przejście na system 6+3+3 zamiast 8+4), to miał szczęście. Jeśli chodzi o egzaminy do liceum, to myślę, że opracowany w tym roku system punktacji jest o niebo lepszy niż w zeszłym roku. Jak napisała/napisał Kometa mobilizuje do nauki i zaangażowania w szeroko rozumianą działalność w szkole. Jeszcze nie widać owoców, ale za rok, dwa powinny się pojawić. Niekoniecznie muszą być egzaminy. Zresztą i one mogą prowadzić do znanej zasady 3z: zakuć, zdać, zapomnieć. Przyspieszone dojrzewanie młodych i tego uczy, rodzice może stosowali to na studiach, dzieci są szybsze, jak we w wielu dziedzinach.


”A Bednarska zawsze była dla elity. Tylko zależy, kto pod tym pojęciem co rozumie.”
Zgadzam się w zupełności, tylko otaczająca nas rzeczywistość krzyczy. Jest w RP elita władzy, elita biznesu i różne inne elity. To określenie jest bardzo rozpowszechnione i chyba w powszechnym odczuciu nie ma dobrej konotacji. Coraz częściej można usłyszeć, że elity zatraciły swój ethos. W takiej sytuacji bez podejmowania wysiłku określenia do jakiej elity chcemy należeć, a właściwie jaką elitę chcemy tworzyć!!! łatwo jest ulec złudzeniu, że elitarne liceum=człowiek z elit, „tylko zależy, kto pod tym pojęciem co rozumie”

ad PS: „czy mogłabyś/mógłbyś napisać chociaż, z którego stanu jesteś?”
Czy to jest konieczne do wirtualnej rozmowy na ważne dla nas tematy? Rozumiem ciekawość, ale może spróbujemy bez szufladkowania, przynajmniej na razie.


nadesłał koko dnia 06-06-2004, 03:04
[tożsamość niepotwierdzona]Zastanawiam się, czy nie robimy błędu (ja też) patrząc na naszą szkołę jako na elitarną. Czy nie chodzi raczej o szkołę w założeniu dającą większe i inne niż gdzie indziej szanse dla wszystkich (nie tylko dla zdolniejszych)?
Wydaje mi się, że kiedy dopiero kształtował się pomysł na naszą szkołę, nie chodziło o stworzenie dobrego miejsca dla nieliznych, ale raczej o stworzenie i rozpropagowanie idei "szkoły dla ucznia" wśród wszystkich, szkoły nie tylko dla tych zdolniejszych.
Czy nasza szkoła nie ma być po prostu dobra, zamiast posiadania dobrych wyników?
Wydaje mi się, że ideałem naszej szkoły nie jest to, żeby uczniowie byli fajni, tylko, żeby szkoła była fajna i dawała możliwości.

Nie na darmo zwą mnie Idealistycznym Młodzianem. ;-)

Choć ja osobiście wolałbym się uczyć wśród ludzi wyselekcjonowanych (pod warunkiem, że ja sam bym przeszedł selekcję;)...
nadesłał Jasiek dnia 06-06-2004, 14:34
[tożsamość niepotwierdzona]"Po prostu głos w dyskusji, a nie przywalanka."
To, dobrze, bo już myślałem, że się kogoś czepiasz:)

ad 3) nie miałem na myśli "encyklopedycznej wiedzy". Egzaminy, które ja zdawałem, polegały na sprawdzeniu czy kandydat wykazuje zdolność logicznego myślenia, wyobraźnię i to coś, co jest konieczne do bycia na Bednarskiej (nie wiem, co to jest:).

ad 4) tu się z Tobą nie zgodzę - ja przez wszystkie 4 lata czułem, że chodzę do wyjątkowej szkoły. Przez jakiś czas myślałem nawet, że tu nie pasuję (teraz za to są osoby, które uważają, że to szkoła im nie pasuje i łaskę robią, że do niej chodzą).
PS: "idee, które czasem uwierają"?????


ad 5) "Nie odpadają w olimpiadach i konkursach, tylko po prostu w nich nie startują."
No, właśnie, dlaczego?
Wiesz, myślę, że z nauką jest jak z tym zaangażowaniem społecznym - TRZEBA CHCIEĆ. A ta potrzeba w kolejnych rocznikach w naszej szkole zanika. Wystarczy przypomnieć sobie, choćby te olimpiady, pikniki (na Bednarskiej - nie było nic!), bardzo już nieliczne akcje, z których kiedys słynęła nasza szkoła. Myślę, że uczniowie obecnych 1 i 2 klas (w większości)traktują Bednarską jak zwykłe państwowe liceum, gdzie rzeczywiście nic nie trzeba dawać z siebie. (Chociaż w wielu szkołach zmienia się to nastawienie - np. mój brat chodzi do publicznego gimnazjum i dzieje się tam więcej niż obecnie na Raszyńskiej/Bednarskiej.)
Piszesz, że nie trzeba już nic robić, nawet się uczyć, bo wystarczy mieć kasę. A co z hasłem, które przywołałaś poprzednio "Uczymy się dla siebie"? Ja mogę dodać "Robimy coś dla innych". Mówiąc "elita" miałem na myśli także sposób patrzenia na świat, na podejście do innych - w pewnym sensie chodziło mi o te szeroko rozumiane "idee Bednarskiej". Niestety, gdyby przeprowadzić ankietę w naszej szkole, to okazałoby się, że większość ma to wszystko w głębokim powazaniu.

ad 6) Chodziło mi, że na Raszyńską/Bednarską nie ma takiego tłoku, bo spadamy w rankingach, bo szerzą się coraz gorsze opinie o naszej szkole, o poziomie nauczania na Raszyńskiej i o poziomie uczniów w ogóle. Ja sam nie polecałbym już tej szkoły moim znajomym.

ad 7) ale przecież mi właśnie chodzi o inne egzaminy - takie, jak były kiedyś! Dostawało się wiele wartościowych osób. Ci co nie umieli matematyki mogli dostać punkty na polskim lub rozmowie. A ci pokrzywdzeni przez los i tak się dostawali - tylko, że w ograniczonej liczbie.
" Jeśli chodzi o egzaminy do liceum, to myślę, że opracowany w tym roku system punktacji jest o niebo lepszy niż w zeszłym roku."
Mam nadzieję, że Twoje prognozy się sprawdzą.
"metoda 3z"- raczej 4: na końcu jest jeszcze zapić...
No, właśnie, przypomniała mi się jeszcze jedna kwestia - narkotyki i alkohol na Raszyńskiej/Bednarskiej. Wiadomo, że od zawsze były z tym problemy (zresztą jak w innych szkołach), ale nie było aż tak źle jak teraz. I tak wcześnie - 13letnie dzieci juz piją i ćpają na potęgę.

ad 8) W tej chwili na Raszyńskiej panuje elita władzy i biznesu. Bardzo nad tym ubolewam, bo jak wiadomo nie każdy kto ma pieniądze, ma też poukładane w głowie. Masz rację, że najwyższy czas określić, "jaką elitę chcemy tworzyć". Kiedyś to było oczywiste, teraz już jak widać nie jest.

dziękuję za dyskusję i pozdrawiam
banan


ad PS) chociaż stan - po prostu trudno mi się tak rozmawia

nadesłał żółty banan dnia 06-06-2004, 17:14
[tożsamość niepotwierdzona]Do Jaśka: elitarna w moim rozumieniu nie oznacza "tylko dla zdolnych"

"Wydaje mi się, że ideałem naszej szkoły nie jest to, żeby uczniowie byli fajni, tylko, żeby szkoła była fajna i dawała możliwości."
Ale czemu marnować "fajność" szkoły (i dobrych nauczycieli) dla ludzi, którzy tego nie docenią?
nadesłał żółty banan dnia 06-06-2004, 17:18
[tożsamość niepotwierdzona]Niedoceniają czy są mniej zdolni?
nadesłał Ludwik dnia 06-06-2004, 19:06
[tożsamość niepotwierdzona]Mniej "odpowiedni". Ale chyba nie powinno się uczsyć demokracji tylko tych, którzy ją i tak doceniają.
nadesłał Jasiek dnia 07-06-2004, 09:20
[tożsamość niepotwierdzona]Do Ludwika: Napisałem "nie doceniają" i dokładnie to miałem na myśli. Bo niby "mniej zdolni" do czego? Mnie nie chodzi o super wyniki w nauce, tylko starania, chęci, żeby tym osobom COŚ SIĘ CHCIAŁO! - nie tylko w sferze naukowej, żeby sobą coś reprezentowali.


Do Jaśka: a kto tu mówi o demokracji??? chyba nie zrozumiałeś moich komentarzy... albo ja Twojego.

pozdrawiam
banan
nadesłał żółty banan dnia 07-06-2004, 13:34
[tożsamość niepotwierdzona]No chodzi mi o to, że wydaje mi się, że nasza szkoła nie ma być dobra pod względem wyników w nauce, tylko pod... no innym względem:-)
nadesłał Jasiek dnia 07-06-2004, 14:28
[tożsamość niepotwierdzona]Bananie, a przedtem była mowa o jakiś egzaminach i jak najwyższym poziomie...
nadesłał Ludwik dnia 07-06-2004, 14:37
[tożsamość niepotwierdzona]Oczywiście, wyniki tez są ważne:-)
nadesłał Jasiek dnia 07-06-2004, 15:31
[tożsamość niepotwierdzona]do żółtego banana:

ad 3. patrz ad 7.

ad 4. To nie jest takie proste. W gimnazjum pierwsze klasy są zazwyczaj bardzo przejęte wyjątkowością szkoły, drugie dają sobie odpocząć, trzecie zaczynają dostrzegać walory szkoły i starają się nadrobić braki. Razem tworzy to dość zróżnicowaną strukturę, ale każdy etap daje możliwość zobaczenia siebie i innych bardziej prawdziwie.

Idee mogą uwierać, gdy dla ich realizacji trzeba się nieraz trochę zmienić. Np. w zeszłym roku hasłem programu wychowawczego szkoły było: „Nie dokuczaj, nie niszcz, bądź uważny na drugich”. Kiedy na spokojnie to czytam, jestem jak najbardziej za, ale kiedy coś mnie wkurzy to reakcja nie zawsze jest taka, jak zapisano w ideach.

ad 5. To prawda, publiczne szkoły zmieniają się i to chyba dobrze. Chyba w tym miejscu reforma oświaty zadziałała. Jest takie określenie: „spocząć na laurach”. Może u nas też się to przydarzyło. A może nastąpiło zmęczenie materiału, może konieczność działania w jednym roczniku aż siedmiu klas dała efekt domina i coś się posypało. Ale na szczęście szkoła nie jest jakąś statyczną konstrukcją, przecież co rok zmienia się przynajmniej 1/3 uczniów. Przy dobrym rozpoznaniu problemu są szanse na poprawę.

Jeśli jako kasę przyjmujesz „CAS w IB”, to sorry, ale nie o to chodzi, to nie cash, a CAS (Creativity, Action, Service). Jest to element IB, który ma na celu rozwinięcie: umysłu (Creativity), sprawności fizycznej (Action) i wrażliwości społecznej (Service) (http://neuron.bednarska.edu.pl/ib/program/cas.htm ), a w tym mieszczą się idee szkoły.

A z ankietą to nawet dobry pomysł. Przypomnij o tym, jak będą wybory do RSOT 2004. Może Rada Szkoły będzie tym zainteresowana?

ad 6. Czy naprawdę rankingi są takie ważne? Przecież w 89 r. ich nie było, a tyle ważnych rzeczy powstało. Bywają nierzetelne. Raczej nie ma czegoś takiego jak „poziom uczniów w ogóle”, to co, tutaj zastosować średnią? Przy wstępnych nie, dla rankingu tak? A gdzie umieścić w rankingu uczennicę gimnazjum, finalistkę Olimpiady Filozoficznej? Nie potrafię stwierdzić, czy spada poziom uczniów w ogóle, natomiast cieszę się, gdy widzę, jak się zmieniają, jak dorośleją, jak stają się mądrzejsi, jak potrafią sami zobaczyć swoje braki. Każdy inaczej, więc nie mogę uogólniać. Oczywiście, zdarzą się niereformowalni, ale chyba wcześniej też byli. Zresztą ich obecność też się przydaje: próbują do granic wytrzymałości nauczycieli i weryfikują kolegów, czy uczą się dla siebie. Jeśli tak, to nie zaszkodzi im oporny kolega, jeśli nie, to lepiej, aby wcześniej dowiedział się o swojej podatności na zły wpływ.

Do szerzenia negatywnych opinii nieraz sami przykładamy rękę, dyskutując tak otwarcie o sprawach, które dotyczą szkoły i obywateli. Takie czasy, a może brak świadomości, jak to działa? Nie jestem przeciw otwartości, ale moim zdaniem powinna łączyć się z odpowiedzialnością za słowo, nawet jeśli pozostajemy anonimowi.

ad 7.
Właśnie takie egzaminy są do gimnazjum na Raszyńskiej. Nie decyduje średnia ocen, ale to co wymieniłeś. Na straży tego, aby było jak kiedyś, a nawet lepiej, stoi przecież absolwent Bednarskiej p. Krzyś Sikora. Chyba tylko w jednym roczniku zdarzyło się, że przyjmowano bez egzaminu, ale to już przeszłość. Żal tylko, że ograniczenia lokalowe zmuszają do odrzucenia połowy tych, co egzamin zdali, co można było zobaczyć, gdy wisiały listy przyjętych.

Jeśli chodzi o alkohol i narkotyki, to wiadomo, że bardzo łatwo jest je zdobyć, że powstał cały narkotykowy biznes, który nie odpuści tak łatwo. Przed 15, 10 laty nie było to tak powszechne. Łączenie tego problemu z upadkiem szkoły to tak, jakby mówić, że AIDS w Polsce szerzy się przez zmiany ustrojone, przed Okrągłym Stołem problem był duuuużo mniejszy. Podjęte przez szkołę próby oczyszczenia sytuacji powinny być kontynuuowane z całą starannością. Dobrze, by tego wszyscy pilnowali, nie tylko dyrekcja i nauczyciele. Szczególnie czyści uczniowie mają prawo, aby szkoła nie była miejscem pierwszego kontaktu z narkotykami. To bardzo trudny problem. Dobrze, że został nazwany, jest szansa, że będzie lepiej.

ad 8. Nie rozumiem, określenia „na Raszyńskiej panuje elita władzy i biznesu”. Kogo zaliczysz do takiej elity? Uczniów, rodziców czy nauczycieli?
Zresztą ja osobiście w ogóle nie widzę teraz w RP „elity władzy”. Nad jakąś „elitą biznesu” też trzeba dobrze główkować. aby ją określić. Jeśli Twoje wnioski wyniknęły z nieporozumienia w określeniu CAS (patrz ad 5), to może je po wyjaśnieniach zweryfikujesz.

Gdy szkoła powstawała były inne warunki, nie było takiego zróżnicowania poziomu zarobków. Czy to źle, że przynajmniej część osób ma już trochę oddechu w kwestiach finansowych? A że nie jest tak różowo, to można było dowiedzieć się na walnym zebraniu TO I SLO, gdy przedstawiono problem opłat za szkołę. Władza (nie elita władzy) też posyła dzieci do jeszcze droższych szkół. A elita biznesu dość często wysyła dzieci do szkół zagranicę.


ad PS. Mam nadzieję, że po paru odcinkach naszej rozmowy będzie Ci łatwiej rozmawiać nawet bez tych danych. To może być nawet dobry trening.

nadesłał koko dnia 07-06-2004, 19:35
[tożsamość niepotwierdzona]Nasuwa mi się refleksja, że i tak społeczność szkolna ma w dupie to, o czym rozmawiacie (nie będąc mną oczywiście;).
nadesłał Kot z Cheshire dnia 07-06-2004, 19:50
[tożsamość niepotwierdzona]Czyżby przeprowadzono jakieś nowe badania "per rectum"? Gdzie nowa ustawa, gdzie demokracja szkolna?
nadesłał koko dnia 08-06-2004, 08:24
[tożsamość niepotwierdzona]Nie rozumiem. ?
nadesłał Kot dnia 08-06-2004, 16:51
[tożsamość niepotwierdzona]Tak, Ludwiku, Jasiek ma rację:wyniki też są ważne. I wydaje mi się, że jeszcze sobie nie zaprzeczyłem.
"o jak najwyższym poziomie" - no właśnie, dobrze to ująłeś - jak najwyższy, jaki można uzyskać nie tracąc nic z bednarskości.
Myślisz,że ja miałem super oceny w liceum?
nadesłał żółty banan dnia 08-06-2004, 20:35
[tożsamość niepotwierdzona]Do Kota z Cheshire: przypuszczalnie tak. Ale ja te osoby mam tak samo. One i tak nie czytają Bednarszoku.
nadesłał żółty banan dnia 09-06-2004, 08:09
[tożsamość niepotwierdzona]Ale wtedy te wszystkie dyskusje wydają się bez sensu...
nadesłał Kot dnia 09-06-2004, 09:04
[tożsamość niepotwierdzona]ad 4) A czy Dekalog tez Cię czasem nie "uwiera"?

ad 5) Oczywiście, że chodziło mi o kasę. Odniosłem się do Twojej wypowiedzi " Niektóre kierunki na prywatnych uczelniach są nawet lepiej prowadzone niż na UW. A tam nie pytają o olimpiadę, czasem potrzebna jest wiedza, na pewno kasa." Tak jest, ale czy powinno być na Raszyńskiej i Bednarskiej? A na razie jest. Czy nie widzisz tego? Ja sam słyszałem, że 2 lata temu Bednarska stała się "modna" wśród ludzi zamożnych (chodzi mi oczywiście o ludzi, którzy mogą się pochwalić TYLKO pieniędzmi, a których nie obchodzą nasze idee, uchodźcy, pikniki, tradycja itd.) Dlaczego przyjmujemy ich dzieci?
A z tą ankietą, to nie mówiłem dosłownie. Nie wiem, czy uczniowie (i nauczyciele) szczerze by odpowiedzieli.

ad 6) Nie, rankingi nie są tak ważne - to tylko część, która składa się na całą ocenę szkoły. Mnie osobiście interesuje tylko ranking biorący pod uwagę finalistów i laureatów olimpiad - niedawno w Wyborczej w pierwszej 20 warszawskich gimnazjów nie było Raszyńskiej. (Choć na Bednarskiej w klasach maturalnych było kilka takich osób.)
"Oczywiście, zdarzą się niereformowalni, ale chyba wcześniej też byli." Zdarzą się??? Oni już nie są wyjątkami. Ten "zły" wpływ stał się wpływem "powszechnym". Postawmy się na miejscu 14-latka: widzę, że 95% mojej klasy chodzi co tydzień na imprezy: upija się tam do nieprzytomności i pali trawę. lubię ich, chcę być akceptowany. przecież nie odmówię!
Zresztą tak samo jest w środowisku dorosłych - z kim przestajesz, takim się stajesz.

Co do drugiej części to się zgadzam.

ad 7) Hmmm... "ograniczenia lokalowe" - to przecież nie o nie chodzi! Ale mówiliśmy już o tym tyle razy (na Bednarszoku), że już nie mam ochoty.

Ja nie powiedziałem, że szkoła upada przez narkotyki, tylko że jest to w tej chwili duży problem.

ad 8) Rodziców (wielu nauczycieli z Raszyńskiej nie znam, więc nie wiem).
Wiem, że nie należy sądzić dzieci po rodzicach, ale jednak podstawowe wartości dzieci wynoszą z domu. Np. nowobogackiego, gdzie najważniejsze są pieniądze. Albo takiego, w którym panuje konsumpcyjny styl życia.
Jako przykład elity biznesu - ludzie pracujący w mediach, dobrze zarabiający, chcący dziecku zapewnić dobrą (czyt. modną) szkołę. Nie myślący o żadnych wartościach i ideach - w życiu liczą się dla nich pieniądze i znajomości. (zaznaczam, że nie mam tu nikogo konkretnego na myśli).


"Czy to źle, że przynajmniej część osób ma już trochę oddechu w kwestiach finansowych?" A czy ja coś takiego powiedziałem? Mam wrażenie, że cały czas się nie rozumiemy.


ad PS: Trening? Masz na myśli dla mnie?
Wydaje mi się, że różnica poglądów między nami na niektóre sprawy wynika z tego, że jesteśmy z zupełnie innych światów: ja z byłej Bednarskiej, a Ty z obecnej Raszyńskiej. Czy mam rację? (jeżeli jesteś nauczycielem, to może nie powinienem zwracać się na "ty")


pozdrawiam
banan
nadesłał żółty banan dnia 09-06-2004, 12:46
[tożsamość niepotwierdzona]Do Kota: nie, bo kto chce, to czyta. jak widać sajeszcze osoby, których to wszystko interesuje.
nadesłał żółty banan dnia 09-06-2004, 12:48
[tożsamość niepotwierdzona]Tworzymy wirtualny swiat?
nadesłał Kot dnia 09-06-2004, 19:08
[tożsamość niepotwierdzona]Banan: "Oni już nie są wyjątkami. Ten "zły" wpływ stał się wpływem "powszechnym". Postawmy się na miejscu 14-latka: widzę, że 95% mojej klasy chodzi co tydzień na imprezy: upija się tam do nieprzytomności i pali trawę."
Przepraszam bardzo, czy ty mówisz o gimnazjum na Raszyńskiej? Co ty właściwie o nim wiesz, skoro nawet do niego nie chodziłeś?
nadesłał Ludwik dnia 09-06-2004, 20:03
[tożsamość niepotwierdzona]Ostatnio koledzy na WOSie opowiadali panu Rafałowi jak niewygodnie jest jeździć policyjnymi samochodami za pijaństwo. ;-D
nadesłał Kotek dnia 09-06-2004, 20:09
[tożsamość niepotwierdzona]Banan, nie przesadzaj, nie jest aż tak strasnzie jak głoszą wieści. Ale chyba rzeczywiście "mogłoby być lepiej". Są "środowiska" (bo szkołą jest podzielona jakby na dwie części) w których jest podobnie do tego twojego przesadzonego opisu.
nadesłał Kotek dnia 09-06-2004, 20:11
[tożsamość niepotwierdzona]ad 4. Oczywiście, że czasem uwiera. Ważne, że jest jakiś punkt odniesienia, że jest do czego wracać.

ad 5. Myślę, że dzieci są jeszcze reformowalne i chociaż dlatego warto je przyjmować. Właśnie po to, aby poznały też inny system wartości, może to przyniesie owoce. To dość dawna zasada (Łk 15,7).

Jeśli nawet w ankiecie odpowiedzi nie byłyby całkiem szczere, to może byłaby to możliwość szerszego postawienia problemu, szerszego zainteresowania, włączenia tych, którym jeszcze na zależy. To też pewna forma promocji postaw zgodnych z ideami. Coś takiego na inny temat robił Hobbit (Jędrek, czy jeszcze używasz tego nicku?), ale nie znam wyników.

ad 6. Może się mylę, może niedowidzę, ale z mojej prywatnej obserwacji wynika, że to zjawisko imprezowania 14-latków na full i strong jakby się zmniejszyło. Faktycznie dwa roczniki miały z tym problem, ale parę osób musiało nas opuścić i demonstracyjne obnoszenie się z takim luzactwem jest mniejsze. A nawet wtedy nie sięgało 95%, o których piszesz. Takie podsumowanie krzywdzi wielu gimnazjalistów, tylko, że oni nie obnoszą się z tym, nie dlatego, że się boją, ale nie równają w dół. Czy mam porównywać się z tym, czego nie szanuję? Warto, aby inni też to dostrzegali i promowali, a nie tylko mieli za złe. Jeśli w jakiejś miejscowości dzwony na alarm biłyby przez całą dobę, to nawet strażacy nie rozpoznaliby, kiedy naprawdę wybuchł pożar.

ad 7.
„"ograniczenia lokalowe" - to przecież nie o nie chodzi! Ale mówiliśmy już o tym tyle razy (na Bednarszoku), że już nie mam ochoty. „
Może przypomnisz, w którym wątku, bo nie kojarzę. Czy chodzi o lekcje na stołówce? Właśnie dlatego warto pączkować i otwierać nową szkołę, gdy jest taka potrzeba. Paru bednarskich absolwentów z czasów ideowej świetności, paru doświadczonych pedagogów dla doskonalenia w metodyce nauczania, kandydaci, którzy zdali egzamin, jakiś lokal i można zaczynać. Osobiście uważam, że ważna jest nie tylko liczba uczniów w klasie, ale i liczba klas, a co za tym idzie liczba pedagogów i rodziców. Zebrania, otrzęsiny, dni otwarte dla siedmiu klas w roczniku są bardzo trudne. Ciekawe, jak się zmieszczą z polonezem na boisku?! Już w zeszłym roku chwilami dreptali w miejscu.

Z oceną problemu narkotyków się zgadzamy.

ad 8. Jeśli nie masz "nikogo konkretnego na myśli", to myślę, że uogólnianie nie jest dobrą metodą. O wartościach i ideach trudno rozmawia się również z tymi, którzy nie mają pieniędzy, czasem to w ogóle nie uchodzi. Kiedy w jednej klasie szkoły publicznej jest syn dozorcy z sąsiedniego bloku, który przed lekcjami musi odśnieżyć podwórko, bo tatuś jest po kielichu, a obok syn gwiazdy ekranu, który jak się spóźnia, to rodzice przepraszają, że kierowca nie dojechał, to wtedy naprawdę jest nieciekawie, wtedy jest szpanowanie i piętrzą się trudności w relacjach koleżeńskich.

Problem pieniędzy i znajomości jest niewątpliwie dużo starszy niż Bednarska, z tym trzeba żyć. Po długim okresie malizny nareszcie w Polsce można zarabiać jakieś pieniądze. Można też się nimi zachłysnąć, ale wtedy dzieci jeszcze bardziej szkoda. Jeszcze przyjmą taki stan za całkowicie normalny. Wartości wyniesione z domu mogą być konfrontowane z tym, co proponuje szkoła, wtedy można wybierać. Zdecydowanie uważam, że warto nie odrzucać, tych, dla których aktualnie najważniejsze są pieniądze. Natomiast dobrze byłoby dostrzegać i promować postawy zgodne z ideami szkoły. Myślę, że tegoroczna próba punktowania trzecich klas wg jasno określonych kryteriów (http://neuron.bednarska.edu.pl/zasady1.html) będzie kontynuowana, a może i zastosowana dla wszystkich roczników. Może to być pewien komunikat o rozwoju w trakcie pobytu w szkole.

"Mam wrażenie, że cały czas się nie rozumiemy."
Pewnie nie zrozumiemy się, jeśli spokojnie nie przedstawimy swojego punktu widzenia bez konieczności przekonania kogoś, że mój punkt widzenia jest jedynie słuszny. Myślę, że taką próbę właśnie podejmujemy i niezależnie od tego, czy interesuje to jedną, dwie, czy kilka osób, a BS na pewno czyta więcej osób, nawet jeśli nie od razu coś piszą), cieszę się, że można o tym porozmawiać. Tym bardziej, że tak forma oszczędza trudności, jakie mogą wyniknąć w bezpośredniej rozmowie, ktoś spojrzy nie tak, ktoś się zaperzy, i po ptokach.

ad PS. Tak, myślałam o Twoim treningu, bo sygnalizowałeś, że masz jakieś trudności.
Być może różnice nie są tak głębokie. Oczywiście doświadczenia mamy różne, ale to nie chyba nie przeszkadza, aby się nimi podzielić? Zastanawia mnie tylko jedno: jeśli cenisz lata spędzone na Bednarskiej, to dlaczego nie masz pragnienia, aby inni też coś takiego przeżyli?
Cenię to, co było wartościowe na Bednarskiej i zależy mi, aby Bednarska/Raszyńska stawały się coraz lepsze. Chyba to nas nie różni?

Jeśli idzie o tykanie, to powszechną praktyką w sieci jest bardziej bezpośrednie zwracanie się, chyba to kalka z angielskiego, ale powszechnie przyjęta, a więc niezależnie z jakiego jestem stanu możemy używać tej formy. Przecież absolwentom też z szacunku należałoby panować, lub panić, a jak to napisałeś, na "byłej" Bednarskiej wszyscy mówili sobie po imieniu, a więc jakby na to nie patrzyć, wszystko jest OK.

nadesłał koko dnia 10-06-2004, 01:59
[tożsamość niepotwierdzona]Nie martw się, zmieścimy się bo nikt nie przyjdzie.
nadesłał Kot dnia 10-06-2004, 15:05
[tożsamość niepotwierdzona]No, przesadziłem z tymi 95%, ale wiecie, o co mi chodziło.

Ludwiku, a Ty skończyłeś Raszyńską 2 lata temu (zresztą już wtedy było nieźle - np. picie i granie w karty na rekolekcjach!) - nie mów, że nie wiesz, co się dzieje choćby w Twoim roczniku.
Co prawda raczej nie bywam na Raszyńskiej, ale mam informacje od jej uczniów, absolwentów i nauczycieli (nawet oni mówią, że jest źle).


Do koko:
ad6) Gratuluję tym, którzy nie poddają się złemu wpływowi innych. Wiem, że na Raszu jest nadal wiele mądrych, sympatycznych i wartościowych osób. Ale mówiłem teraz o problemie narkotyków i alkoholu - nie chodziło mi o ocenę wszystkich uczniów, bo faktycznie byłoby to krzywdzące.

ad7) Wątek lokalowy przypomniał mi Zebrania Towarzystwa Przyjaciół i pomysły pani Sarczewskiej na tworzenie kolejnych szkół (w nieskończoność?). Wszelkie komentarze na ten temat znajdują się pod newsami o tychże Zebraniach.
"Właśnie dlatego warto pączkować i otwierać nową szkołę, gdy jest taka potrzeba." Naprawdę jest?
Ja sam miałem lekcje na stołówce - w klasie maturalnej i uważam, że to był skandal. Ale tworzenie ciągle nowych szkół tylko z tego powodu nie jest dobrym pomysłem. Można po prostu ograniczyć liczbę uczniów.

ad8) Nie rozumiem, o co chodziło w tej pierwszej części. Czy to oznacza, że w celu uniknięcia "szpanowania" i "trudności w relacjach koleżeńskich" trzeba stworzyć np. taką Bednarską - żeby oddzielić dzieci "gwiazd ekranu" od tych innych (gorzej sytuowanych), aby żadne z nich nie czuły się nieswojo? To przecież absurd - więc pewnie o co innego Ci chodziło. A swoją drogą na Bednarskiej jest już taki podział na lepszych (bogatszych) i gorszych (biedniejszych lub po prostu nie pokazujących pieniędzy) - chociaż oczywiście nie wszyscy go stosują.

"O wartościach i ideach trudno rozmawia się również z tymi, którzy nie mają pieniędzy, czasem to w ogóle nie uchodzi."
Jak to? Nie mam pieniędzy, to nie muszę mieć zasad??? Moi rodzice bardzo długo nie mieli pieniędzy (nawet czesne to był dla nich spory wydatek), ale jednak wychowali mnie w poszanowaniu penych zasad i wartości. Wydaje mi się, że czasem łatwiej się je zatraca, gdy się ma dużo pieniędzy, a nie odwrotnie (przykłady choćby w telewizji).

Zasady przyjmowania na Bednarską podobają mi się. Mam tylko 2 wątpliwości: jak bardzo można ufać tym ankietom wypełnianym przez nauczycieli (kiedyś chyba była dyskusja na ten temat na BSie) oraz druga: to oznacza, że wszystkie (prawie - bo oprócz tych 10 dyrektorskich) miejsca na Bednarskiej zapełnią absolwenci Raszyńskiej - jestem temu przeciwny.


Nie uważam, że mój punkt widzenia jest jedyny słuszny. Chętnie dam się przekonać sensownymi argumentami:)
Myślę, że rozmowa na forum ma swoje zalety, ale ma tez wady - np. dlatego, że nie można uzywać tonu głosu, który niesie ze sobą tyle ważnych informacji. I łatwo o nieporozumienia, które zresztą nieraz trudno sprostować. No i to, że pojawiają się komentarze głupie i poniżej poziomu (i psują nam wizerunek).

ad PS) "Zastanawia mnie tylko jedno: jeśli cenisz lata spędzone na Bednarskiej, to dlaczego nie masz pragnienia, aby inni też coś takiego przeżyli?" Bo to już nie jest to samo. Tak wiele się zmieniło (dużo rzeczy, moim zdaniem, na gorsze). Nie mówiąc o ostatnich awanturach w dyrekcji i w ogóle całej dorosłej Bednarskiej, co oczywiście zmieniło mój stosunek do wielu osób - chcąc nie chcąc podzieliliśmy się na 2 obozy. Pewnie zresztą Raszyńska nic o tym nie wie (oprócz kilku osób związanych z Bednarską).

"Cenię to, co było wartościowe na Bednarskiej i zależy mi, aby Bednarska/Raszyńska stawały się coraz lepsze. Chyba to nas nie różni?" Oczywiście, że nie. Tylko, że ja nie mam żadnego wpływu (i może dobrze, bo w końcu już tu nie chodzę).
Mam wrażenie, że jesteś strasznie optymistycznie nastawioną osobą - do Raszyńskiej i Bednarskiej w ogóle. Tylko że nie jest wcale tak różowo. Ja też się cieszę, że czasem coś się udaje, że dzieją się różne pozytywne rzeczy. Ale teraz rozmawialiśmy o problemach naszej szkoły i takie mówienie, że nie jest aż tak źle, że są inne dobre rzeczy itp. nie rozwiązuje sprawy - to przecież przymykanie oczu, aż dojdzie rzeczywiście do czegoś strasznego (tak jak z narkotykami).


"na "byłej" Bednarskiej wszyscy mówili sobie po imieniu, a więc jakby na to nie patrzyć, wszystko jest OK." To nieprawda, że wszyscy sobie tam mówili/mówią po imieniu. A ja czuję się nieswojo, bo jestem wychowany w tradycji okazywania szacunku.

pozdrawiam
banan
nadesłał żółty banan dnia 11-06-2004, 09:27
[tożsamość niepotwierdzona]O, rany, obiecywałem sobie, że już nie będę zamieszczać takich długich komentarzy, bo mało komu chce się je potem czytać, ale znowu mi nie wyszło...
nadesłał żółty banan dnia 11-06-2004, 09:30
[tożsamość niepotwierdzona]Bananie, z zewnątrz to wygląda chyba troche inaczej - widać tylko wydażenia ekstremalne. Bo ta dyskusja w tej chwili wygląda mniej wiecej tak, że aktualni uczniowie mówią "jest zupełnie spoko", a absolwenci "Nie, nie. Wy się nie znacie, my wiemy lepiej. Jest tragicznie i trzeba was ratować".
nadesłał Ludwik dnia 11-06-2004, 09:35
[tożsamość niepotwierdzona]No, Ludwiku, Ciebie chyba nie trzeba ratować:)
Czy rzeczywiście uważasz, że "jest zupełnie spoko"???
I wcale nie mówię, że wiem lepiej i że jest tragicznie, tylko że są pewne problemy - nie wierzę, że Ty nie masz żadnych zastrzeżeń co do szkoły (jej organizacji, pracy, nauczycieli i uczniów). Zresztą jestem zaledwie zeszłorocznym absolwentem i wiele z tych problemów pojawiło się już dawno i ja też miałem z nimi do czynienia.
nadesłał żółty banan dnia 11-06-2004, 09:43
[tożsamość niepotwierdzona]Tak a propos: na stronie http://neuron.bednarska.edu.pl/planwy.htm jest bardzo ładnie opracowany plan wychowawczy dla Raszyńskiej. Ciekaw jestem, czy został on przeprowadzony w tym roku?
nadesłał żółty banan dnia 11-06-2004, 09:48
[tożsamość niepotwierdzona]A ten komentarz z forum gazety miał jeszcze ciąg dalszy:
"będe dobrze wspominał ten czas, ale kiedy patrze jak bardzo
ta szkoła się rozrosła to troche mnie to niepokoi. kameralny klimat gdzieś
przepadł, całe szczęście wartości w oparciu o które ta szkoła została
wybudowana trzymają się nieźle:)"
Mnie też to niepokoi:(
nadesłał kkk dnia 11-06-2004, 10:50
[tożsamość niepotwierdzona]ad 6. „byłoby to krzywdzące”? To jest krzywdzące, rzucanie procentami, uogólnianie, to już było, a nie „byłoby”.

ad 7. Tu się wyraźnie nie zgadzamy. Nie będę jednak Cię o tym przekonywać, masz prawo mieć swoje zdanie, ja swoje. TP I SLO spowoduje, że jakiś model stanie się obowiązujący i wtedy możemy zastanowić się, co robimy dalej.

ad 8. Chodziło mi, o co innego, o to, że takie problemy pojawiają się nie tylko u nas. Nie wiem, o kim myślisz, pisząc o podziale na lepszych i gorszych? Czy o tym, że rozdmuchano dyskusję, ilu uczniów ma mieć stypendium, ile ma być miejsc bezpłatnych, itp. Dyskusja choć brutalna i przykra dla obecnych stypendystów jest zwiazana z przyjętymi standardami. Czy może o tym, że niektórzy uczniowie demonstrują swoje bogactwo? Jeśli nawet to się zdarzy, to nie jest to powszechne i raczej nie jest aprobowane. Jeśli komuś trudno z tym, że jesteśmy różni, to mu serdecznie wspólczuję i poradziłabym jak najszybciej zmierzyć się z tym problemem, inaczej zgorzknieje w niedocenianiu swoich prawdziwych wartości.

„trudno rozmawia się” to nie to samo, co „nie mieć zasad”. Kiedy ktoś kradnie bułkę, bo jest głodny, choć lepiej o tę bułkę kogoś poprosić. to raczej nie jest to przestępstwo, w świetle prawa wykroczenie, które się umarza ze względu na niską szkodliwość czynu. Oczywiście, w niektórych kulturach traktuje się to inaczej, ale chyba nie o to nam chodzi. Nawet przy niespłacaniu kredytów sąd rozpatruje intencje, czy zaciągając kredyt, ktoś miał/nie miał zamiaru spłacać. Inna kwalifikacja czynu. Czy pijanego bezdomnego, kiedy jest mróz na dworze, należy przyjąć do schroniska, czy zostawić go na drodze? Oczywiście, to są skrajne przypadki, ale o tym myślałam, używając określenia „nie uchodzi”. Psycholodzy radzą rodzicom, kiedy dziecko wróci po gigancie, najpierw wysłuchać, co ma do powiedzenia, pomyśleć, co się wydarzyło, czemu jest tak, a nie mówić o wartościach rodziny, o ideach wychowawczych. Po staropolsku brzmi to: „znaj proporcję, mocium Panie”.

” Myślę, że rozmowa na forum ma swoje zalety, ale ma tez wady....”
Moje doświadczenie jest inne. Bardzo często właśnie ton głosu jest powodem moich nieporozumień. Czy wiesz, że niektóre 13,14-latki, kiedy mówisz do nich normalnie słyszą to jak krzyk, a inne w ogóle nie słyszą, co się do nich mówi, są tak zajęte swoimi sprawami. Ale to tak na marginesie. Nie uważam, żeby czyjeś komentarze psuły mi wizerunek, raczej to właśnie komentujący dobitnie określa swoje umiejętności.

„Pewnie zresztą Raszyńska nic o tym nie wie (oprócz kilku osób związanych z Bednarską).”
Chyba żartujesz, albo uwierzyłeś, że Raszyńska nie ma nic wspólnego z Bednarską. Podział na 2 obozy jest na Raszyńskiej dobrze znany i to obywatelom wszystkich stanów. Może nie wszystkim obywatelom, ale to już ich wybór, może nie chcą sobie zaśmiecać umysłu, może wolą przeczekać burzę, może mają inne priorytety, wolno im.

”Mam wrażenie, że jesteś strasznie optymistycznie nastawioną osobą”
Nie postrzegam siebie, jako „strasznie optymistycznie nastawionej osoby”, raczej wciąż mam problem z tym, aby nie widzieć ciągele „dziury w całym”.. Jednak uważam, że nie można konkretnych problemów rozszerzać na całą społeczność. Prowadzi to do deformacji obrazu, do poczucia, że wszystko się zawaliło, że nie ma co zbierać. Taki sposób widzenia rzeczywistości może być znakiem, że jestem w jakiemś stanie depresyjnym, albo ulegam medialnej modzie do przedstawiania okropieństw, bo to podnosi oglądalność. Nie uważam też, że jest proste przełożenie między problemami szkoły, a pojawieniem się narkotyków wśród młodzieży. Oczywiście, szkoła musi maksymalnie zwiększać wysiłki, aby nie była miejscem, gdzie ktoś po raz pierwszy zdobędzie narkotyk, gdzie nie można pojawiać się naćpanym, ale czy ma np. organizować nadzór nad domowymi imprezami, albo zająć uczniów czymś pożytecznym w weekendy? Może zorganizować jakiś „dom chronionego dziecka” i być 24 godz. razem z uczniami, zdjąć z rodziców wszystkie obowiązki?

”na "byłej" Bednarskiej wszyscy mówili sobie po imieniu,...”
Bardzo dobrze, że jesteś tak wychowany, mamy w tym punkcie podobne wychowanie. Myślałam o wcześniejszych rocznikach Bednarskiej. Dziś nie jest to tak powszechne, ale nawet w gimnzajum to się zdarza. Jeśli to komuś nie przeszkadza, jeśli to komuś pomaga, to fajnie. A w sieci jest trochę inaczej. Szacunek dla rozmówcy wyraża się raczej w prezentowanych treściach i formie wypowiedzi, a nie tylko w zwracaniu się po imieniu, czy przez Pan/Pani. IMHO.

Jeśli chodzi o plan wychowawczy, to raczej został zrealizowany. Może zostały zweryfikowane niektóre konkretne formy realizacji, ale nie można powiedzieć, że pozostał jedynie na papierze. Oczywiście podczas realizacji poszczególnych punktów nie zaczyna się o komunikatu: Proszę Państwa, realizujemy dziś 7. punkt programu, podpunkt „wigilia szkolna”. Kto by to wytrzymał?

pozdrawiam


nadesłał koko dnia 11-06-2004, 13:30
[tożsamość niepotwierdzona]ad 8) "Czy może o tym, że niektórzy uczniowie demonstrują swoje bogactwo? Jeśli nawet to się zdarzy, to nie jest to powszechne i raczej nie jest aprobowane."
Na Bednarskiej niestety jest (i w miarę powszechne i aprobowane).

" Nie uważam, żeby czyjeś komentarze psuły mi wizerunek"
Chodziło mi, że niektóe komentarze psują wizerunek naszej szkoły - p. komentarze pod newsami o aferze moczowej.

"Podział na 2 obozy jest na Raszyńskiej dobrze znany i to obywatelom wszystkich stanów."
To zaskakujące, bo przecież większość osób (szczegółnie uczniów) nie zna pani Nowickiej, ani wielu innych osób związanych z tą sprawą - tym bardziej można przypuszczać jakie mają poglądy. Ale to inny temat...

Te pytania to nie do mnie - nie wiem, co zrobić, żeby młodzież nie brała narkotyków, ani jak szkoła ma strzec swoich uczniów przed narkotykami i nadmiernym spożywaniem alkoholu.


"Jeśli chodzi o plan wychowawczy, to raczej został zrealizowany."
To mnie cieszy, bo plan był bardzo sensowny.

pozdrawiam
banan
nadesłał żółty banan dnia 12-06-2004, 17:25
[tożsamość niepotwierdzona]ad 8. Czy demonstrowanie bogactwa dotyczy również Pingwinów, Bananów i Żakuli. Jeśli tak, błędna okazuje się teza, że zaczyna się to dopiero ostatnio. Przecież te roczniki przeszły egzaminy, zaczynały naukę, gdy Bednarska jeszcze nie była tak duża, a jednak was dopadło?

Faktycznie niektóre komentarze nie tylko psują wizerunek, ale obnażają mizerię anonimowych autorów. Bardzo przykro, że tak jest. Dobrze, że Ludwik jest bardziej stanowczy w swoich działaniach.

Na Raszyńskiej jest wielu uczniów, których dotknęły fatalistyczne wieści o braku funduszy na stypendia. Są też uczniowie-uchodźcy, przyjęci ponad limit 12 osób. Niektóre klasy na wieść o tym, próbowały nawet zbierać podpisy pod petycją do TP, aby ich koledzy mogli pozostać w szkole. Nawet bez zgłębiania szczegółów można było dostrzec, że są przynajmniej dwa obozy. BS też jest czytany, a tu są wiadomości i komentarze. W tym kontekście przestaje to być zaskakujące.

Nie doceniasz również wieloletniej pracy p. Magdy Nowickiej. Trzynastki poznały już ją na Otrzęsinach, gdzie była w gronie aniołów wprowadzających w szkolną społeczność. Cały czas jest też posłanką i przynajmniej 20 posłów ze stanu uczniowskiego z Raszyńskiej miało sposobność współdecydować o RSOT. W ostatnim roku przynajmniej dwa, trzy razy w miesiącu była na Raszyńskiej, aby pełnić swe obowiązki dyrektora. A poza tym część uczniów ma, lub miało starsze rodzeństwo na Bednarskiej.

”Te pytania to nie do mnie – nie wiem, co zrobić...”
Szkoda, że tak odcinasz się od pytań i odpowiedzi na nie. W tegorocznym programie wychowawczym był punkt: „spotkania z absolwentami”. Możesz też kandydować do Sejmu, możesz być w TP I SLO. Czy wtedy na takie pytanie odpowiesz: to nie do mnie? Czy stawiasz tylko pytania, na które znasz odpowiedź? Jeśli dziś czegoś nie wiemy, to chyba warto pogłówkować nad konstruktywnymi odpowiedziami. Tak można coś tworzyć, chyba, że chcesz pozostać ciałem opiniotwórczym.

pozdrawiam
nadesłał koko dnia 12-06-2004, 22:09
[tożsamość niepotwierdzona]"Czy demonstrowanie bogactwa dotyczy również Pingwinów, Bananów i Żakuli. Jeśli tak, błędna okazuje się teza, że zaczyna się to dopiero ostatnio. Przecież te roczniki przeszły egzaminy, zaczynały naukę, gdy Bednarska jeszcze nie była tak duża, a jednak was dopadło?"
W moim roczniku zdarzało się to bardzo rzadko.
Nie powiedziałem, że dopiero ostatnio się "to" zaczęło (tzn. co? - pokazywanie, że się ma bogatych rodziców to jakiś ułamek życia szkoły, nic więcej). I nie chodziło mi tylko o to, że Bednarska się powiększa. I jeszcze sprostowanie: Żakule nie zdawały żadnego PRAWDZIWEGO egzaminu (niestety razem z fajnymi i wartościowymi osobami z Raszu przyszły też osoby, które nie powinny się tu znaleźć).


"Niektóre klasy na wieść o tym, próbowały nawet zbierać podpisy pod petycją do TP, aby ich koledzy mogli pozostać w szkole."
??? Przecież nikt nie sugerował, że wyrzuci się osoby już przyjęte!?! - przynajmniej ja nic o tym nie wiem.


"Nie doceniasz również wieloletniej pracy p. Magdy Nowickiej."
Owszem, doceniam. Tylko, że pani Nowicka pracuje na Bednarskiej dopiero od 5 lat (jeżeli dobrze liczę) i nie zdiwiłbym się, gdyby mało uczniów z Raszyńskiej ją znało, skoro zajmuje się sprawami organizacyjnymi.

"Szkoda, że tak odcinasz się od pytań i odpowiedzi na nie."
Nie odcinam się. Ale nie uważam się za osobę, która powinna się publicznie wypowiadać na tak poważny temat - tym bardziej, że mam dopiero 19 lat, nie jestem nauczycielem, ani psychologiem, ani nawet rodzicem.

"Możesz też kandydować do Sejmu, możesz być w TP I SLO. Czy wtedy na takie pytanie odpowiesz: to nie do mnie?"
A co ma jedno do drugiego???
To, że ktoś jest uczniem/absolwentem/nauczycielem nie oznacza, że musi się od razu wypowiadać na wszelkie możliwe tematy... (ps: na "takie" pytania, czyli jakie?)

Ostatnie zdania chyba miały mnie obrazić...



nadesłał żółty banan dnia 14-06-2004, 21:52
[tożsamość niepotwierdzona]Piknik ma się podobno w całości odbyć na Raszyńskiej - czy jest już jakiś szczegółowy plan?
nadesłał żółty banan dnia 14-06-2004, 21:53
[tożsamość niepotwierdzona]Niestety, nie znam dokładnie historii Żakuli. Ale jakoś nie słyszałam do tej pory o osobach, które nie powinny znaleźć się na Bednarskiej. Rasz cztery lata temu dopiero startował, być może był jakiś falstart, byli tam tylko jeden rok, a zresztą chyba w każdym roczniku można znaleźć takich, którzy jak mówisz „nie powinni się tu znaleźć”. Na forum BS można znaleźć szczerą samokrytykę: „Bóg stworzył Kompromis, żeby hartować wiernych!” Czyż nie da się tego zastosować w tym przypadku?

O wyrzucaniu mowy nie było, ale Komisja Stypendialna zgłaszała problem, że pieniędzy starczy do kwietnia br. Była o tym mowa na Sejmie (zob. BS). Takie wieści rozchodzą się lotem błyskawicy.

„Ostatnie zdania chyba miały mnie obrazić...”
Absolutnie nie taka była moja intencja. Jeśli tak to odebrałeś, to przepraszam. Chodziło mi o chwilę zastanowienia, co starszy kolega mógłby powiedzieć uczniom w tak trudnej sprawie jak narkotyki, jak można się przed tym bronić, itp.
Pozdrawiam

nadesłał koko dnia 15-06-2004, 00:38
[tożsamość niepotwierdzona]ad1) Sprostowanie: Żakule były 2 lata na Raszyńskiej. W pierwszym roku istnienia gimnazjum zostały stworzone 2 klasy: Deja vu i Dygresja i były na Bednarskiej. A w następnym roku gimnazjum przeniesiono na Rasz i przyjęto Brokilion oraz Avokado. A potem jeszcze Timtirimtim.

"Ale jakoś nie słyszałam do tej pory o osobach, które nie powinny znaleźć się na Bednarskiej." To dziwne, bo wielu nauczycieli bardzo narzekało (i narzeka nadal).


ad2) Byłem na Sejmie, ale nikt nie twierdził, że jeżeli pieniędzy "starczy tylko do kwietnia", to uczniowie w maju zostaną wyrzuceni ze szkoły!
Przecież Komisja Stypendialna i Zarząd chcieli temu zapobiec i dlatego zaproponowali te wszystkie zmiany w przydzielaniu stypendiów i miejsc bezpłatnych. No bo nie chodzi o to, że ktoś nie chce dać tych pieniędzy, tylko że trzeba to zrobić zgodnie z prawem!


ad3) Niestety, nikt nie chciałby słuchać "starszego kolegi", który nigdy nawet nie spróbował.
A co do tego "jak można się przed tym bronić" - tych, co nie chcą brać nie trzeba przekonywać, a ci, co chcą to i tak nie posłuchają. Wiem, jak to wyglądało w moim roczniku i nie mam pojęcia, jak ustrzec młodzież przed narkotykami. Kiedyś myślałem, że "niechęć" do narkotyków wynosi się z domu. Ale potem widziałem, jak brali też ci z tak zwanych "dobrych" domów.


pozdrawiam
banan
nadesłał żółty banan dnia 15-06-2004, 14:58
[tożsamość niepotwierdzona]Przepraszam, pomyliłem nazwy - chodziło mi oczywiście o Komórkowce, a nie Żakule.
nadesłał żółty banan dnia 15-06-2004, 15:00
[tożsamość niepotwierdzona]ad 2. Oczywiście, trzeba zrobić zgodnie z prawem. Niemniej jednak zależało to od decyzji TP I SLO i pewnie tam miały być skierowane petycje. Nie chodziło w nich o wyrzucanie ze szkoły w maju, tylko o kontynuowanie nauki w przyszłym roku. Ale po wyjaśnieniu o co chodzi petycji nie było. Jednak sprawa była znana wszystkim uczniom, nie tylko stypendystom.

ad 3) Dlaczego sam siebie skreślasz przy tak wyraźnym sukcesie oszczędzenia eksperymentów, które prowadzą do tragedii? Przecież to jest godne szacunku. Specjaliści PR uczą, że jak się samemu uważa, że nikt nie chce słuchać, co mamy do powiedzenia, to faktycznie tak nie będą słuchać. Na pewno dodałbyś otuchy tym, którzy są podobni, dałbyś możliwość zastanowienia tym, którzy mają chwile zwątpienia. Ci, co już wpadli, pewnie dla samousprawiedliwienia nie byliby zachwyceni, może byłyby uśmieszki, ale myślę, że warto jasno określać siebie. Uwierz, że czasem lepiej trafić do jednej osoby, niż porywać za sobą tłumy. Wszystkich, jak na dzisiaj, nie ustrzeżesz, ale od czegoś trzeba zacząć.

pozdrawiam
nadesłał koko dnia 15-06-2004, 23:24
[tożsamość niepotwierdzona]Ale, Bananie, Timtirimtim nie przyjęto jako klasę gimnazjalną, tylko już jako pierwszą liceum, które jako jedyna była w zeszłym roku z klas licealnych na Raszu.
W sumie chyba mało istotna kwestia, ale chciałam sprostować, bo z tekstu można wywnioskować, że nasza klasa była w gimnazjum, co nie jest prawdą.

Pozdrawiam.
...a poza tym uważam, że nikt nie był szantażowany przy "aferze moczowej".
nadesłała Natalia dnia 16-06-2004, 00:10
[tożsamość niepotwierdzona]Do Natalii: nie powiedziałem, że Twoja klasa została przyjęta do gimnazjum, tylko że dołączyła do tego rocznika, chociaż faktycznie nie zaznaczyłem tego w komentarzu.

pozdrawiam

...a poza tym uważam, że ten podpis Natalii jest uroczy:)
nadesłał żółty banan dnia 16-06-2004, 19:43

D  O  D  A  J    K  O  M  E  N  T  A  R  Z
Aby dodać komentarz zaloguj się lub napisz jako gość. Zalogowanie się jest wysoce zalecane.

UWAGA! Prawdopodobnie posiadasz już konto przy pomocy którego możesz się zalogować. Szczegóły...
BednarSzok.pl 1999 - 2006
Pewne prawa zastrzeżone